sobota, 27 czerwca 2015

Nauka języków obcych - moja metoda

Ahoj!
Jak to zwykle w sobotę bywa, dziś luźny post. Tytuł brzmi co prawda jakbym robiła jakąś rewolucję i odkryła nie wiadomo co, ale może komuś moja mało rewolucyjna metoda komuś się przyda :) Opowiem Wam, jak sama nauczyłam się języka czeskiego. Tak, jest to język słowiański i może wydaje się prosty (co dla niektórych śmieszny), jednak trzeba było włożyć w to trochę pracy. Chociaż w moim przypadku wystarczyło się trochę wkur... wnerwić.
Weźcie sobie tylko wiadro czegoś do picia, post będzie długi ;)


Naukę języka czeskiego zaczęłam po pierwszym roku studiów. Od kilkunastu lat uczyłam się angielskiego, w międzyczasie niemieckiego (nigdy nie potrafiłam go opanować, niestety), na studiach doszedł białoruski i rosyjski, pal licho francuski (że szersz un apartmą avek sal de bę, garaż e jardę, tyle umiem :O), łacinę i scs :D Wiedziałam, że od drugiego roku już będę mieć zajęcia z czeskiego i czekałam na to z niecierpliwością. Ale w owym czasie miałam chłopaka, który fascynował się językami i znał czeski. Miał kilka książek, więc po zdanej sesji pożyczyłam od niego podręcznik "Chcemy mówić po czesku" oraz jednojęzyczny słownik. I tak to sobie leżało u mnie w domu, aż nadszedł wielki dzień. Ileż można było słuchać tekstów, że jest się gorszym, bo nie zna się wszystkich języków świata... Chciałam udowodnić temu chłopakowi i przede wszystkim sobie, że jestem w stanie się nauczyć czeskiego. I że będę śmigać w tym języku.
Do podręcznika zakupiłam sobie jeszcze mini słownik oraz gramatykę, rozmówki znalazłam w domu. Zaczęłam powoli ogarniać podstawy, przeglądałam książkę, czytałam na głos, gadałam do mamuśki po czesku. Słuchałam trochę czeskiej muzyki, głównie Ewy Farnej (akurat jej piosenki po czesku podobają mi się bardziej), chociaż na mojej playliście znaleźli się też i inni wykonawcy (czeska muzyka to nie tylko Farna :D). Później drukowałam sobie ulubione teksty i tłumaczyłam je.
Założyłam sobie zeszyt, w którym wpisywałam nowe słówka, a przede wszystkim masę swoich przemyśleń. To było coś w rodzaju dziennika. Pisałam o jakichś duperelach, byleby trenować słownictwo. Gramatykę pojęłam dość szybko - zawsze jakoś opanowuję ją na czuja, a jak ktoś mi potem to tłumaczy to mi się wszystko gmatwa :( Oprócz pisania, gadałam do siebie (inteligentny rozmówca), non stop siedziałam ze słownikiem i podręcznikiem. Robiłam zadania, gadałam, pisałam, słuchałam i tak w kółko. W międzyczasie szukałam po internetach książek, materiałów, czegokolwiek. Czeski wciągnął mnie bez reszty.
Kiedy już mniej więcej trochę opanowałam podstawy, postanowiłam znaleźć jakiegoś Czecha do gadania (oczywiście mogła to być Czeszka, ale co poradzę, że sami faceci pisali). Nie wiedziałam, gdzie tego Czecha znaleźć, więc umieściłam ogłoszenie na czeskim portalu. W treści (po czesku) napisałam, że jestem studentką slawistyki, uwielbiam język czeski i potrzebuję pomocy w nauce. Oczywiście, odpisała banda napaleńców, zgłosił się nawet jakiś chłopaczek, bodajże z Afryki, i proponował małżeństwo (WTF?), ale z takimi to nawet nie gadałam. Wśród hordy dziwnych ludzi trafiłam na dwóch mężczyzn (trochę starsi byli ode mnie), którzy zaproponowali pomoc. I serio mi pomogli. Nie miałam wtedy szerokopasmowego internetu, tylko limitowanego Plusa (kilka lat temu to naprawdę były śmieszne limity), więc wymienialiśmy tylko i wyłącznie maile. Pisaliśmy o wszystkim, chłopaki poprawiali moje błędy (sporo tego było), tłumaczyli dlaczego jest tak a nie inaczej. Drukowałam sobie te maile i wszelkie załączniki (dostawałam różne ciekawe artykuły i takie tam różne). Oczywiście, że takie pisanie nie zastąpi prawdziwej rozmowy, ale nie miałam wyboru. I tak potem wyżyłam się na zajęciach ;) Zaczęłam też słuchać czeskiego radia (Český rozhlas 2) - może muzyka nie jest tam jakaś szczególna, ale zależało mi na wiadomościach i audycjach. Jak byłam w domu to radio potrafiło grać cały dzień non stop. Aż bolała mnie już głowa, a mózg parował od tego języka. Gdybym w tym momencie zaczynała się uczyć języka, postawiłabym też na filmiki na yt, bo to również świetna sprawa.
Czeski wciągnął mnie na maxa. Ciągle zamawiałam jakieś książki, materiały, drukowałam teksty z internetu. W nauce bardzo pomogły mi pozycje pana Dariusza Sieczkowskiego - słowniki, rozmówki (w tym świetne rozmówki dla niegrzecznych turystów). Słownik zazwyczaj tkwił w mojej torbie i nawet na ulicy potrafiłam sprawdzać jakieś słówka. W pewnym momencie zaczęłam niekiedy myśleć po czesku. Po miesiącu intensywnej nauki naprawdę śmigałam. Wtedy w moim życiu został mi już tylko język czeski.
Przy tak intensywnej nauce trudno było nie zainteresować się samymi Czechami, zaczęłam sporo czytać na temat tego kraju. Z całego serca polecam Wam książki Mariusza Szczygła, gdybyście mieli ochotę poczytać o Czechach - "Zrób sobie raj" oraz "Gottland". Jest jeszcze "Láska nebeská", ale niestety nie czytałam tej pozycji :(


Czechy mnie zafascynowały, tak jak język czeski. Planowałam wyjechać do Czech w ramach Erasmusa, niestety nie wyszło. Potem nawet myślałam o wyjeździe na zawsze, no ale wyszło co wyszło, czyli jak zwykle nic. W każdym razie język czeski stał się moją pasją, planowałam nawet pisać pracę licencjacką po czesku. Niestety, na mojej uczelni nie mogłam (nie miałabym promotora). Nie zniechęciło mnie to do dalszej nauki. Kiedy rozpoczął się rok akademicki, miałam indywidualny tok nauki z czeskiego. Moja grupa dopiero zaczynała poznawać ten język, a ja już sporo umiałam i nie chciałam się cofać. Postanowiłam zacząć czytać czeską literaturę w oryginale. Pierwszą książką, jaką połknęłam była "R.U.R." Karel Čapka. Nie była aż taka trudna i bardzo mi się spodobała :)


Miałam sporo czeskich książek, klasyka literatury jest dostępna w internecie za darmo, więc nie było problemów żeby sobie poczytać. Czytanie w oryginale to też świetna sprawa - można dalej uczyć się języka, a przy okazji poznać klasykę. Same plusy :) Oczywiście można zacząć od książek dla dzieci i romansideł pisanych prostym językiem. Ważne, by to było w oryginale :)
Niestety, nic nie napiszę Wam o aplikacjach pomocnych w nauce, bo nie korzystałam z takich rzeczy. Jedynie teraz wgrałam sobie czeskie radio na tablet, więc mogę znowu słuchać audycji non stop :D
Ogólnie naprawdę mega szybko ogarnęłam czeski. Sama byłam zaskoczona, ale może to wszystko dlatego, że tak mi się spodobał. Nie wiem dlaczego ludzie twierdzą, że to taki śmieszny język... Wystarczy, że przeczytają w internecie, że wiewiórka to "drevny kocur", a parasolka - "szmaticzku na paticzku" (WTF?). Szkoda, że te osoby nawet nie zadają sobie trudu sprawdzenia tych informacji. Nie mam pojęcia, kto wymyśla takie gnioty. Wiadomo, w każdym języku jakieś kwiatki się znajdą, ale mnie jakoś czeski nie śmieszy :) Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba.

Jak widzicie, żadnej filozofii w mojej metodzie nie ma. Po prostu przysiadłam i z pomocą książek oraz materiałów nauczyłam się języka. Teraz jestem na etapie odświeżania wiedzy, bo niestety nie miałam styczności z tym językiem przez dłuższy czas. Dlatego oglądam yt i dużo czytam. A jeżeli macie trochę czasu, polecam Wam naukę jakiegoś języka. Nieważne, ile macie lat - w każdym wieku warto się rozwijać! Poza tym w dobie komputerów, tabletów, smartfonów i smartzegarków trzeba ćwiczyć pamięć, bo inaczej będzie dziurawa jak sito. A ile satysfakcji daje fakt, że samemu się opanowało chociażby podstawy obcego języka :)

Kto dotrwał do końca? :D
Dajcie znać, jakich języków się uczycie/uczyliście i jakie są Wasze metody! :)

15 komentarzy:

  1. Moja metoda to: raz w tygodniu dodatkowe lekcje ( nie korepetycje) u pani profesor wkładającej na uniwersytecie, która zarazem jest tłumaczem przysięgłym. - działa; ) ( angielski i niemiecki opanowany, teraz dojdzie prawdopodobnie rosyjski u jej męża; ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zaczynałam naukę, to nie miałam szans na takie dodatkowe lekcje, chociaż sposób jest dobry :)

      Usuń
  2. Ja się uczę bułgarskiego. Dużo się nie naucze, wiem, ale wykładowca jest wspaniały. Czasem nawet tłumaczy nam niuanse języka polskiego. Chociaż z twardego bułgarskiego trudno się było przestawić na mięciutki rosyjski na zajęcia z wymowy w 10 minut.
    Czuję, że jeśli mam sobie poradzić na drugim roku, musze popracować nad rosyjskim. Planowałam czytanie, filmy, znalazłam sobie serial. Ale dzięki za podpowiedź. Moźe znajde sobie jakiś fajny kanał urodowy na yt. Bo co dziwne zrozumiałam bardzo dużo z tego czeskiego który wstawiłaś ostatnio

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na zajęciach miałam podobny problem. Zawsze na rosyjskim czytałam jak po białorusku (h zamiast g) i pisałam białoruskie i zamiast rosyjskiego. Był z tym niemały kłopot, zwłaszcza na egzaminach.
      Koniecznie ciśnij z rosyjskim. Tyle dobrego, że to język słowiański, więc łatwo można załapać. Wiem, że na filologii rosyjskiej jest ciężko, więc lepiej popracować. A jak będziesz oglądać rosyjskie kanały na yt to połączysz przyjemne z pożytecznym :) Ja po rosyjsku też oglądam, głównie kanały związane z szydełkowaniem, ale urodowe też się znajdą :)

      Usuń
    2. A i nie ty jedyna masz problemy z niemieckim. Po 9 latach w szkole jedyne co umiem powiedzieć to 'Ich habe keine ahnung'

      Usuń
    3. Ja to znam parę słów, ale po prostu nigdy mi ten niemiecki nie chciał wejść do głowy. A próbowałam kilka razy się go nauczyć ;/

      Usuń
  3. Ha, ja niestety już nie mam głowy do nauk języków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba ćwiczyć pamięć, na pewno dałabyś radę :)

      Usuń
  4. Ja niestety jestem językowym beztalenciem... W szkole miałam same 5 z ang i niem a obecnie niemieckiego nie pamiętam w ogóle a po angielsku zwyczajnie boję się rozmawiać, bo nie pamiętam gramatyki, bo nie mam odpowiedniego akcentu... Wstyd mi, taka psychiczna blokada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu sprawdziłoby się czytanie wszystkiego na głos. Też się bałam mówić w innym języku. Myślałam, że się ośmieszę czy coś, ale czasem ktoś mnie pyta o drogę czy o coś. Można się dogadać, ostatnio pomagaliśmy kierowcy Scanii, gadaliśmy jakąś hybrydą polsko-rosyjsko-angielską :D

      Usuń
  5. Dotrwałam do końca :p

    Hm... kiedyś próbowałam uczyć się niemieckiego, był nawet taki darmowy kurs, ale co mi było ze słówek, całych zdań i gramatyki, skoro nie było osoby, która po niemiecku by mi to powiedziała tak jak się faktycznie mówi, bo niestety, ale niektórym zdaje się, że dobrze wypowiadają, a później okazuje się zupełnie inaczej (a właśnie na mowie najbardziej mi zależało). Zniechęciło mnie to, niestety brakło mi tego zapału jaki Ty miałaś, być może dlatego, że nigdy nie przepadałam za j.niemieckim.

    Uczyłam się też francuskiego, o wiele bardziej mi się podoba, ale wiem, że marna szansa, aby przydał mi się w życiu, więc nie naciskałam na naukę.

    Oczywiście angielski też był, o ile wcześniej całkiem fajnie mi szło, (w szkole średniej nudziłam się na lekcjach, bo poziom był dla mnie za niski) to niestety, mając kilkuletnią przerwę od j.obcego dużo się zapomina.

    Jeśli chodzi o Czechy, mieszkam akurat przy ich granicy, czasem wybieram się do Czech na spacer :)
    Jeśli już uda Ci się pojechać do Czech, zajrzyj do Ostravy do Zoo :) mają na prawdę fajne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo za dotrwanie do końca! :D
      Niemiecki to totalnie nie moja bajka, też nie miałam zapału i w ogóle nie wchodził mi do głowy. A kilka razy próbowałam go sobie wbić do głowy. Francuskiego uczyłam się przez rok na studiach, ale zrezygnowałam ze względu na wykładowcę. W sumie i tak miałam dużo języków na studiach, już mi się nie chciało go uczyć. Angielskiego uczę się najdłużej, trochę już zapomniałam, ale staram się odświeżać wiedzę.
      Zazdroszczę spacerów do Czech :) Mam nadzieję, że niedługo tam pojadę :)

      Usuń
  6. Ja kiedyś w taki sposób uczyłam się hiszpańskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. sposoby na naukę angielskiego?
    Język angielski to dla mnie nie tylko język obcy - to moja pasja i miłość, która zajmuje znaczące miejsce w moim życiu od wielu lat. Zapraszam na http://www.sic-egazeta.amu.edu.pl/index.php?t=2737 Jeśli chcesz nauczyć się tego wspaniałego języka angielskiego w sposób inny niż w niejednej szkole językowej... jeśli chcesz płynnie mówić po angielsku i poznać go w sposób atrakcyjny, nowatorskie i ciekawe metody - zapraszam na lekcje angielskiego lublin w Preply.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za reklamę!
      Angielski znam bardzo dobrze, uczyłam się od dziecka.

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz! :* To bardzo motywuje do pisania :) Na komentarze odpowiadam pod danym postem.
Jeśli podoba Ci się mój blog - zaobserwuj. ;)
Na pewno Cię odwiedzę i jeśli będę miała coś do napisania, skomentuję ;)