wtorek, 7 lipca 2015

Moja przygoda z olejowaniem włosów

Cześć!
Myślę, że nie ma sensu odwlekać tego posta w nieskończoność. Najwyższa pora napisać o tym, jak olejowanie sprawdziło się na moich włosach. Pewnie część osób wyleje na mnie parę wiaderek pomyj, ale trudno :) Muszę w końcu wyznać swe żale i pretensje do całego świata. Bo tak zachwalane olejowanie zniszczyło mi włosy (nieee, to zbyt dramatyczne stwierdzenie!) nie sprawdziło się u mnie.
Na początku zaznaczę, że o włosy nie zaczęłam dbać wczoraj, ale już jakieś 5-6 lat temu wprowadziłam nieco intensywniejszą pielęgnację. Trochę to było bez sensu, bo katowałam się prostownicą (odstawiłam ją ponad rok temu), ale mimo wszystko wiedziałam co w trawie piszczy.
Rok temu postanowiłam jeszcze intensywniej zadbać o włosy. Wszystko dlatego, że marzenie o pięknych włosach dość łatwo można spełnić i to przy niewielkich nakładach finansowych. Wystarczy trochę chęci i czasu, dlatego ruszyłam do boju. Jeszcze bardziej zwracałam uwagę na składy, starałam się regularnie nakładać maski, odżywki, kuracje. Najbardziej sceptycznie byłam nastawiona do olejowania, ale dałam się skusić. Liczyłam na to, że włosy staną się miękkie, błyszczące, wygładzone i zdrowsze. Moim pierwszym olejem był Bio Amla i to od niego zaczęłam całą swoją przygodę w sierpniu rok temu. Włosy bardzo się z nim polubiły (zawiera parafinę), więc kupiłam kolejną butelkę indyjskiego oleju (Dabur Amla). Jednocześnie bardzo chciałam spróbować czegoś bez parafiny, więc zdecydowałam się na olej sezamowy. W tym miejscu zaznaczę, że każdy olej zużywałam regularnie do końca, do ostatniej kropli.
Na początku nie widziałam żadnych efektów, może dlatego, że włosy były zniszczone i nadawały się tylko do ścięcia. Poszłam więc do fryzjera, obcięłam większość zniszczeń (w październiku) i stwierdziłam, że teraz na pewno uda mi się mieć piękne włosy. Olejowałam więc dalej najpierw olejem sezamowym, następnie olejem z pestek winogron, potem lnianym (w międzyczasie miałam jeszcze odlewki innych, ale starczały na kilka użyć). W styczniu ponownie obcięłam włosy i pozbyłam się wszystkich zniszczeń. Byłam mega szczęśliwa i zmotywowana do dalszej pielęgnacji. Ale efektów nie było nadal. Cackałam się z kłakami jak z jajkiem, tu koczek, tu związać, poduszka nie może szarpać!, rozczesywałam TT (BADZIEW stulecia), olejowałam, odżywkowałam, maseczkowałam, nie katowałam prostownicą ani niczym takim. Oleju używałam na różne sposoby - pod odżywkę, na odżywkę, bez odżywki, z mocnym szamponem, ze słabym szamponem, na 15 minut, na pół dnia, w dni parzyste, w dni nieparzyste i w różnych konfiguracjach. I co stwierdziłam w ostatnich tygodniach? Że włosy są niemiłe, szorstkie, matowe, suche, no po prostu BRZYDKIE (a ile razy wspominaliście mi to w komentarzach!). Ja wolałam sobie wmawiać, że przecież potrzeba czasu, że efekty będą, że może coś robię nie tak, a tu klops - końcówki się porozdwajały a włosy nie stały się taflą. I już pewnie nigdy nie będą ładne. Wtedy tylko nie wiedziałam, że może to być wina oleju.
Skoro włosy mi się zniszczyły, to postanowiłam je pofarbować i kiedy szukałam informacji na tematy mnie nurtujące, natrafiłam na notkę Blond Bunny dotyczącą rozjaśniania na olej i tam w komentarzach znalazłam coś, co mnie bardzo zainteresowało:

I właśnie wtedy doznałam iluminacji. Dałam sobie spokój z olejowaniem i przestałam włosy na siłę katować olejem. I bardzo się z tego cieszę.
Cóż, tak popularne olejowanie włosów narobiło mi na łbie niezłego chaosu. Po prostu nie każdemu to służy i jestem tego dobrym przykładem. Póki co nie zamierzam sięgać po olej, zdecydowanie wolę odżywki i maski.

A u Was jak sprawdza się olejowanie? Jesteście zadowoleni z efektów? :)

4 komentarze:

  1. Nie znam włosów którym olejowanie, by nie służyło. Trzeba tylko trafić na dobry sposób nakładania oraz dobry olej o dobranych do struktury włosów cząsteczkach; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje włosy z natury są zdrowe i szybko rosną jednak zimą mocno je sobie zniszczyłam olejem lnianym używanym notabene przed każdym myciem.
    Teraz nakładam olej mniej więcej dwa razy w miesiącu, tylko rycynowy i włosy zaczynają znów odżywać. Bez ścięcia jednak się nie obeszło.

    I potwierdzam: TT to dziadostwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że nie jestem jedyna z tymi olejami i TT :) Bo niestety, ktoś mi zawsze próbuje wmówić, że jest inaczej :D

      Usuń
  3. Mam oliwkę dla dzieci z BD do olejowania, ale używam jej sporadycznie :/ Jedyny olejek, który używałam regularnie to ten ze słodkich migdałów - dawał wspaniałe efekty na moich włosach :) Niedługo ponownie zakupię i wrócę do olejowania, ale niech się trochę ochłodzi, bo przy takiej temperaturze dla mnie nie do zniesienia jest nakładanie oleju :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz! :* To bardzo motywuje do pisania :) Na komentarze odpowiadam pod danym postem.
Jeśli podoba Ci się mój blog - zaobserwuj. ;)
Na pewno Cię odwiedzę i jeśli będę miała coś do napisania, skomentuję ;)