Hej :)
Postanowiłam odwiedzić rodziców na weekend - ponad 8 godzin w pociągu, ale było warto :) Fajnie wpaść na obiadek do mamusi :)
Gwiazdor mnie nie zawiódł. Wymarzona książka Alice Munro, poszewka w renifery i duuużo innych rzeczy:
Ostatnio na zajęciach czytaliśmy jedno z opowiadań Alice Munro (Red Dress - 1946). Co prawda nie w oryginale, a po białorusku i bardzo mi się spodobało, więc poprosiłam mamę, by nabyła mi książkę w Biedronce z innymi opowiadaniami autorki :) Poszewka będzie do kompletu, a takie lampki to uwielbiam :)
Na spotkaniu blogerek dostałyśmy kupony do loompex.com.pl i dopiero teraz odebrałam zamówienie, wybrałam sobie jesienny płaszcz F&F (wiem, że jest zima, ale zamawiałam parę tygodni temu :D)
Dziś wybrałam się na "drobne" zakupy :D Najpierw Jasmin i kolejna farba oraz zabieg laminowania:
sama nie ogarniam już, co mam na głowie, ani co będę mieć :D
Zestaw brokatów, żal było nie brać za 8 zł... :D
Świecznik oraz świece:
Breloczek miś oraz pomarańczowa arafatka:
Nowy szalik (jeszcze z metkami) z sh, jedyne 15 zł:
przepraszam za zdjęcie kiepskiej jakości, szalik jest w rzeczywistości czarny :)
Zakup niezwiązany z kosmetykami i ubraniami, a ja lubię, jak w kuchni jest kolorowo :)
Czy Was nie zawiódł Gwiazdor / Mikołaj / Dziadek Mróz? :)
sobota, 7 grudnia 2013
czwartek, 28 listopada 2013
Męska szydełkowa czapka po raz drugi
Witam.
I oto mój najnowszy twór - czapka dla mężczyzny. Tak oto prezentuje się na tle jakże pięknego Rektoratu UMCS w pochmurny i smutny dzień:
Czapka wykonana jest z włóczki z domieszką wełny (50/50 wełna-akryl) w kolorze ciemnoniebieskim wraz z finezyjnym krzywym pomponem.
I oto mój najnowszy twór - czapka dla mężczyzny. Tak oto prezentuje się na tle jakże pięknego Rektoratu UMCS w pochmurny i smutny dzień:
Czapka wykonana jest z włóczki z domieszką wełny (50/50 wełna-akryl) w kolorze ciemnoniebieskim wraz z finezyjnym krzywym pomponem.
wtorek, 22 października 2013
Jogurtowe babeczki z konfiturą jagodową
Witam Was serdecznie. Dziś post nietypowy, mianowicie kulinarny. Przedstawię Wam przepis na pyszne babeczki jogurtowe z konfiturą jagodową. Mają puchate ciasto, nie są za słodkie - pycha! :)
Składniki:
180 g jogurtu naturalnego
pół szklanki cukru
2 i pół szklanki mąki
pół szklanki oleju
3 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
konfitura z jagód
Do naczynia sypiemy mąkę, cukier i proszek do pieczenia, dodajemy jajka, jogurt oraz olej. Wszystko miksujemy na gładkie ciasto. Następnie łyżeczką wlewamy odrobinę ciasta do foremek, dodajemy konfiturę i na wierzch znowu wlewamy ciasto. Pieczemy około 20 minut w 180°C. Smacznego :)
Składniki:
180 g jogurtu naturalnego
pół szklanki cukru
2 i pół szklanki mąki
pół szklanki oleju
3 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
konfitura z jagód
Do naczynia sypiemy mąkę, cukier i proszek do pieczenia, dodajemy jajka, jogurt oraz olej. Wszystko miksujemy na gładkie ciasto. Następnie łyżeczką wlewamy odrobinę ciasta do foremek, dodajemy konfiturę i na wierzch znowu wlewamy ciasto. Pieczemy około 20 minut w 180°C. Smacznego :)
niedziela, 29 września 2013
Delia - tatuaż do ciała
Witajcie :)
Dawno temu pokazywałam Wam mój tatuaż do ciała, jaki zakupiłam w Rossmannie, wstawiłam nawet zdjęcie tatuażu (a raczej napisu). Zawsze byłam fanką tego typu rzeczy i jak byłam młodsza, marzyłam o czymś takim! Nie mogłam się powstrzymać, by tego nie kupić. Zapłaciłam za produkt ok. 15 złotych.
Delia, Body Tattoo, Tatuaż do ciała:
Jestem zadowolona z zakupu, chociaż przyczepię się pędzelka. Jest niezbyt precyzyjny, musiałam go trochę podciąć (ale nie z długości, z gęstości), ale i tak kiepsko mi się maluje. Nie jestem zbyt dobra w rysunkach, ale jest też problem ze zrobieniem napisu (najgorzej chyba zaokrąglać literki). Najlepiej, gdyby to była końcówka od pisaka maczana w produkcie (coś podobnego jak eyeliner Eveline 2000 procent).
Popatrzmy teraz, jak to działa na skórze.
Mój napis po trzech dniach (zostawmy estetykę, chodzi o pokazanie):
Napis odświeżony:
Kolor jest czarny, bardzo dobrze go widać. I niestety, jeśli coś pójdzie nie po naszej myśli, ciężko go zmyć, nawet po 3 dniach wciąż tkwi na skórze. Jak się przesadzi z nałożeniem, to wokół malunku widać takie delikatne 'pajączki' (wiecie, jakby za dużo atramentu).
W skrócie: jeśli lubicie takie zabawy w tatuaże zmywalne, to polecam! :)
Dawno temu pokazywałam Wam mój tatuaż do ciała, jaki zakupiłam w Rossmannie, wstawiłam nawet zdjęcie tatuażu (a raczej napisu). Zawsze byłam fanką tego typu rzeczy i jak byłam młodsza, marzyłam o czymś takim! Nie mogłam się powstrzymać, by tego nie kupić. Zapłaciłam za produkt ok. 15 złotych.
Delia, Body Tattoo, Tatuaż do ciała:
Jestem zadowolona z zakupu, chociaż przyczepię się pędzelka. Jest niezbyt precyzyjny, musiałam go trochę podciąć (ale nie z długości, z gęstości), ale i tak kiepsko mi się maluje. Nie jestem zbyt dobra w rysunkach, ale jest też problem ze zrobieniem napisu (najgorzej chyba zaokrąglać literki). Najlepiej, gdyby to była końcówka od pisaka maczana w produkcie (coś podobnego jak eyeliner Eveline 2000 procent).
Popatrzmy teraz, jak to działa na skórze.
Mój napis po trzech dniach (zostawmy estetykę, chodzi o pokazanie):
Napis odświeżony:
Kolor jest czarny, bardzo dobrze go widać. I niestety, jeśli coś pójdzie nie po naszej myśli, ciężko go zmyć, nawet po 3 dniach wciąż tkwi na skórze. Jak się przesadzi z nałożeniem, to wokół malunku widać takie delikatne 'pajączki' (wiecie, jakby za dużo atramentu).
W skrócie: jeśli lubicie takie zabawy w tatuaże zmywalne, to polecam! :)
niedziela, 22 września 2013
Odrobina luksusu w mojej lodówce - krem fridge by yDe
Witajcie :)
W końcu zebrałam się z recenzją mojego kremu, który stoi u mnie w lodówce. Jest to mój najdroższy kosmetyk w moim krótkim życiu (tym, w którym odkryłam kosmetyki) - kosztuje 210 złotych. Ja go dostałam, bo jak już Wam mówiłam, ja do zamożnych nie należę i aktualnie na taki krem nie mogę sobie pozwolić. Ale skoro go dostałam...
Paczuszka od fridge by yDe od razu mnie zachwyciła. Krem oraz próbka balsamu były zapakowane w uroczą bąbelkową torebkę z kwiatem. Nigdy jakoś nie rozwodzę się nad opakowaniami, ale słoiczek zachwycił mnie swoją prostotą i kryształkiem Svarowskiego. To mi się podoba! :)
Regenerujący różany krem do twarzy fridge by yDe:
Krem ma krótką ważność - jedynie 2,5 miesiąca od daty produkcji i należy go trzymać w lodówce. Trochę się obawiałam, jak przewieźć go przez pół Polski w sierpniowe upały, ale na szczęście nic się nie stało i mogłam go testować.
Smaruję się nim zawsze na noc, rano moja skóra jest wypoczęta i miła w dotyku. Nie mam żadnych niespodzianek, nowe zmarszczki się nie pojawiły (ale to chyba nie ten wiek... :P). Ja czuję się po kremie zregenerowana, ale jedyne co mi w nim przeszkadza to ten różany zapach. Nie cierpię zapachu róż w kosmetykach! Wolałabym szczerze, gdyby nie miał zapachu. No, ale różany to różany.
Podsumowując: fajnie byłoby poużywać tego kremu za kilka lat, kiedy naprawdę będę potrzebować regeneracji i czegoś, co opóźni starzenie mojej skóry. Jak będę bogata, to go sobie kupię, a co! :)
Jakich kremów do twarzy używacie? :)
W końcu zebrałam się z recenzją mojego kremu, który stoi u mnie w lodówce. Jest to mój najdroższy kosmetyk w moim krótkim życiu (tym, w którym odkryłam kosmetyki) - kosztuje 210 złotych. Ja go dostałam, bo jak już Wam mówiłam, ja do zamożnych nie należę i aktualnie na taki krem nie mogę sobie pozwolić. Ale skoro go dostałam...
Paczuszka od fridge by yDe od razu mnie zachwyciła. Krem oraz próbka balsamu były zapakowane w uroczą bąbelkową torebkę z kwiatem. Nigdy jakoś nie rozwodzę się nad opakowaniami, ale słoiczek zachwycił mnie swoją prostotą i kryształkiem Svarowskiego. To mi się podoba! :)
Regenerujący różany krem do twarzy fridge by yDe:
Krem ma krótką ważność - jedynie 2,5 miesiąca od daty produkcji i należy go trzymać w lodówce. Trochę się obawiałam, jak przewieźć go przez pół Polski w sierpniowe upały, ale na szczęście nic się nie stało i mogłam go testować.
Smaruję się nim zawsze na noc, rano moja skóra jest wypoczęta i miła w dotyku. Nie mam żadnych niespodzianek, nowe zmarszczki się nie pojawiły (ale to chyba nie ten wiek... :P). Ja czuję się po kremie zregenerowana, ale jedyne co mi w nim przeszkadza to ten różany zapach. Nie cierpię zapachu róż w kosmetykach! Wolałabym szczerze, gdyby nie miał zapachu. No, ale różany to różany.
Podsumowując: fajnie byłoby poużywać tego kremu za kilka lat, kiedy naprawdę będę potrzebować regeneracji i czegoś, co opóźni starzenie mojej skóry. Jak będę bogata, to go sobie kupię, a co! :)
Jakich kremów do twarzy używacie? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








