niedziela, 30 listopada 2014

Denko listopad 2014

Hej!
Listopad się kończy, więc czas na drugie denko w mojej blogowej karierze. Zapraszam do czytania! :)

Pielęgnacja twarzy
Marion Golden skin care - nie zużyłam do końca tego produktu, bo jak pisałam w recenzji, pokruszyła mi się pipetka. Serum sprawdzało mi się zwłaszcza jako baza pod makijaż i na pewno kupię je ponownie. /recenzja/
Beauty Formulas, Instant Cooling mist - używałam tej mgiełki zwłaszcza latem. Bardzo dobry produkt, zwłaszcza wtedy, kiedy na mojej twarzy pojawiają się przesuszenia. I do tego kosztuje tylko dychę. Kupię znowu!
Simple, Soothing facial toner - bardzo fajny tonik o przyzwoitym składzie. Dostałam tę miniaturę w prezencie, więc raczej nie kupię, bo nie jest dostępny w Polsce :(
Marion Spa, Mezoterapia do cery suchej, szarej, wrażliwej - szczerze mówiąc kupiłam te trio, bo skusił mnie skład peelingu enzymatycznego. Niestety, peeling się nie sprawdził. Mezokoktajl i maseczka są spoko, chociaż składy nie zachwycają. Daję plus za szybkie wchłanianie. Nie kupię ponownie. Btw powiedzcie mi - CO TO są "komórki macierzyste arganu"?
Apis, Maska algowa Express lifting - dziwna maseczka, ciężko było ją zerwać z twarzy. Nie kupię ponownie.
Carea, Płatki kosmetyczne - kupuję je w Biedrze jak są 3 opakowania za 5 zeta z hakiem. Ujdą w tłoku.
Marion Spa, Zielona glinka - cóż tu dużo mówić, jest to zielona glinka w saszetce. Wygodna sprawa, kiedy nie chce mi się szukać glinki w zielarni, bo produkt z tej firmy jest łatwo dostępny w Leclercu czy Jasmin. Na pewno kiedyś kupię ponownie.
Maska Szmaragdowo-odżywcza z rumiankiem i melisą - mega maseczka na bazie zielonej glinki. Oczyszczała twarz i przyjemnie odświeżała. Jak będzie w zielarni to oczywiście kupię.
Rival de Loop, Pure skin, maseczka oczyszczająca - wzięłam ją na szybko. Dopiero potem zobaczyłam, że ma alkohol w składzie. Nie stała mi się krzywda po jej użyciu, nie wysuszyła mnie. Ogólnie ujdzie, fajnie odświeża. Nie wiem, czy kupię.
Ziaja, Liście zielonej oliwki, Oliwkowa maska kaolinowa z cynkiem oczyszczająco-ściągająca - szczerze mówiąc moja ulubiona maseczka na tę chwilę. Będę stosować regularnie. /recenzja + analiza składu/
Preti, Softening Strawberry pads - pięknie pachnące płatki za grosze. Fajne do domowego spa, bo mam wrażenie, że rzeczywiście mam truskawkę na twarzy. Kiedyś wrócę do nich, ale mam jeszcze w zapasie dwie inne wersje.
Eveline, Profesjonalna maseczka intensywnie liftingująca z czystym 24-karatowym złotem - oj nie, to nie jest maseczka dla mnie. Nie dało jej się ściągnąć płatkiem kosmetycznym (jak zaleca producent), bo cała twarz i tak była żółta (znaczy złota!). Nie kupię jej ponownie.
Skin Food, Rice mask wash off i Aloe Vera Foaming cleanser - takie "pożywienie" dla skóry. Ciężko mi się wypowiedzieć po próbkach, aczkolwiek wygląda to ciekawie. Nie kupię, bo nie ma w Polsce.
Vichy, Idealia, Smoothing and illuminating cream - pal licho alkohol i masę silikonów w składzie, ten krem to jakiś koszmar. Nałożyłam go sobie, a po chwili się zrolował i zniknął gdzieś w stratosferze. Pozostał jakiś taki film na twarzy, coś na wzór silikonowej bazy pod makijaż. Dobrze, że to tylko próbka...
Rival de Loop. Revital Q10, maseczka przeciwzmarszczkowa - zużyłam tylko jedną saszetkę, bo maska była bardzo wydajna. Fajnie nawilża, a i skład ma całkiem ok, więc na pewno kupię ponownie.

Pielęgnacja ciała
Eveline, Slim extreme, Złoty peeling-masaż drenujący z kofeiną - fajny zdzierak do ciała. Kiedyś na pewno kupię go ponownie. /recenzja/
On Line, Żel pod prysznic i płyn do kąpieli, figa - żel jak to żel, dobrze mył i do tego ładnie pachniał. Czego chcieć więcej? Mam ochotę wypróbować inne wersje (jeśli istnieją) tego produktu.
Rexona, Dezodorant Aloe Vera fresh - ładnie pachniał, chronił przed potem i nie uczulał. Kupię znowu.
Isana, Olejek pod prysznic - ależ się cieszę, że zużyłam tego śmierdziela i będę mu mogła powiedzieć "spoczywaj w śmietniku"! Niestety, ten zapach mnie wywracał i nie jestem w stanie kupić tego czegoś ponownie. Wiem, że u wielu z Was się sprawdza. No cóż, bywa :( /recenzja/
Pure Body Luxury, Mango & Pomegranate - taki tam tani żelik dorzucony do zakupów na allegro. Ładnie pachniał, ale był zbyt wodnisty i prawie się nie pienił. Nie wrócę do niego.
Love Me Green, Organic Karite exotique moisturising body cream - nie używam balsamów do ciała, ale ten skradł me serce swoim zapachem (pachniał jak takie pudrowe cukierki) i działaniem. Naprawdę dobrze nawilża. Nie kupię ponownie, bo ceny kosmetyków z tej firmy są dla mnie zbyt wysokie.

Pielęgnacja włosów
Joanna, Rzepa, Kuracja wzmacniająca - świetna wcierka za śmieszne wręcz pieniądze. I naprawdę działa! Aplikator jest mega, dlatego zostawiłam sobie opakowanie. Na pewno do niej wrócę. /podsumowanie kuracji/
Lidl, Olej sezamowy - używałam do olejowania włosów. Bardzo dobrze się spisał i na pewno kupię go ponownie, kiedy tylko pojawi się w sklepie.
Atlantic Aromatics, Sweet almond oil - tego olejku starczyło mi tylko na dwa użycia, ale bardzo mi się spodobał. Na pewno kupię ponownie, tylko z innej firmy, bo tej w Polsce nie widziałam.
Hask, Smoothing shine oil, Keratin Protein - świetny zabezpieczacz końcówek. Koniecznie muszę wypróbować inne wersje. /recenzja/
Marion, Detox HairLine, Oczyszczająco odświeżająca terapia do włosów i skóry głowy - mam już ten produkt kolejny raz i bardzo podoba mi się zwłaszcza peeling. Mam jeszcze drugą wersję i planuję napisać recenzję z analizą składu. Na pewno kupię ponownie.
Green Pharmacy, Olejek łopianowy z czerwoną papryką - przyznam się bez bicia, że nie wiem, jak olejek radzi sobie solo, bo użyłam go może ze 2-3 razy. Dodaję go do maski drożdżowej i w tym świetnie się sprawdza. Kupię ponownie. /przepis na maseczkę drożdżową/ /podsumowanie kuracji/
Marion, revOILution, Farba bez amoniaku 120 burgund - o farbowaniu pisałam w tym poście. Kolor wyszedł spoko, ale ten chemiczny zapach utrzymujący się na włosach przez kilka dni mnie wywrócił. Nie kupię jej ponownie.
Alterra, Szampon Papaja i bambus - przyzwoity szampon do codziennego stosowania. Na pewno kupię nie jedno opakowanie. /recenzja/
Farmona, Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy - nie zużyłam jej do końca, ale nie jestem w stanie. Nie pomogła, a do tego spowodowała u mnie łupież. M-A-S-A-K-R-A. Nie kupię nigdy! /podsumowanie kuracji/
Gloria, Emulsja do włosów - moja ulubiona! Używam jej solo i jako dodatku do maseczki drożdżowej. Najlepsza i do tego niedroga :) Kupię ponownie. /recenzja/
Marion, Zabieg laminowania - bardzo dobry produkt wygładzający włosy. Teraz kupiłam go sobie w tubie, bo przy tej długości włosów jedna saszetka to za mało, a dwie - za dużo :D /recenzja + analiza składu/

Kolorówka
 Luxury Paris, Volume Expert 200% Deep Carbon Black Mascara - świetny tusz do rzęs za niewielkie pieniądze. Jeśli znowu pojawi się w Biedronce to na pewno kupię znowu. /recenzja/

Znowu się tego wszystkiego nazbierało, ale zawsze to mniej produktów na półce. Miałyście coś z tych kosmetyków? :)

sobota, 29 listopada 2014

Pielęgnacja włosów w listopadzie + plan na grudzień

Hej!
Zapraszam dzisiaj na włosowe podsumowanie listopada. Wciąż prowadzę dzienniczek pielęgnacji, ale nie będę już nim męczyć. Napiszę Wam za to, czego najczęściej używałam w kończącym się miesiącu.
Mycie - myję włosy zazwyczaj codziennie. Nie wyobrażam sobie tego, że po ćwiczeniach mam chodzić ze spoconą głową. Najczęściej wybierałam Szampon wygładzający Romantic lub Szampon Alterra Papaja i Bambus. Kilka razy zdarzyło mi się użyć szamponu przeciwłupieżowego z Isany.
Olejowanie - do tego używałam oleju sezamowego z Lidla. Moja czupryna bardzo się z nim polubiła i ubolewam, że nie zrobiłam zapasu (zwłaszcza, że kosztował 6 złotych za butelkę). Starałam się olejować włosy tak często, jak to możliwe - przynajmniej kilka razy w tygodniu, chociaż na godzinkę. Kłaczki są po nim bardzo miękkie i gładkie. Dwa razy do olejowania użyłam oleju ze słodkich migdałów i też się u mnie sprawdził.
Kuracje na skalp - kilka razy w tygodniu robiłam maseczkę drożdżową na porost włosów. Dodawałam do niej olejek łopianowy z czerwoną papryką z Green Pharmacy, a kiedy mi się skończył przerzuciłam się na taki sam olejek, ale z dodatkiem skrzypu polnego. Oprócz drożdży, olejku i odżywki, dodawałam Serum wzmacniające Anna. Po każdym myciu wcierałam też Kurację Rzepa z Joanny. Więcej o obu kuracjach w tej notce.
Odżywki, maski - zazwyczaj po olejowaniu nie musiałam używać żadnej odżywki. Czasem po oczyszczaniu nakładałam na włosy Emulsję Gloria, pryskałam odżywką dwufazową z Marion lub robiłam laminowanie z Marion. Dodam, że czasem przed myciem zamiast oleju kładłam maskę z kakao, miodem i mlekiem kokosowym, raz nawet nakremowałam kłaki. O kremowaniu się nie wypowiem, bo to była jednorazowa sprawa w tym miesiącu ;)
Zabezpieczanie końcówek - mam 3 produkty z Marion: Kurację 7 efektów, Kurację jedwabną i Olejki orientalne migdały i dzika róża i wszystkie lubię tak samo. Używam ich zamiennie i bardzo dobrze się u mnie sprawdzają.
Farbowanie - smyrnęłam włosy farbą z Marion. Więcej w tej notce.

Aktualny wygląd włosów:

Plan na grudzień:
-zamierzam olejować włosy jak najczęściej. Będę do tego używać najprawdopodobniej oliwy z oliwek.
-koniecznie muszę zużyć kosmetyki w saszetkach. Mam ich multum, ale najpewniej ogarnę je na wyjeździe.
-muszę nauczyć się robić regularnie peeling skóry głowy
-wrócę do wody brzozowej. Na razie zrobiłam przerwę od wcierek.
-na pewno zrobię coś z kolorem, ale nie wiem co :D
-wypróbuję zestaw Charlesa Worthingtona, który możecie podziwiać na poniższym zdjęciu:

Tak to wszystko wygląda. Miałyście coś z tych produktów? Jak wyglądała Wasza pielęgnacja w listopadzie? :)

piątek, 28 listopada 2014

Maseczki Ziaja Liście zielonej oliwki + analiza składu

Cześć! :)
Cała blogosfera trąbi o serii kosmetyków Ziaji Liście manuka. Niestety, te produkty nie skradły mojego serca. Jednak dzisiaj nie o tym. Firma Ziaja obchodzi jubileusz - jest na rynku już od 25 lat i z tej okazji wypuściła serię Liście zielonej oliwki. Najpierw w łapki wpadł mi krem foto ochronny z tej serii (o nim już niedługo), a następnie dwie maseczki. Co jak co, ale maseczki z Ziaji uwielbiam, więc musiałam je kupić. Kosztowały 1.50 zł za sztukę i kupiłam je w Jasmin (są też dostępne w Naturze i Super Pharm oraz sklepach Ziaji).


Ziaja, Liście zielonej oliwki, Oliwkowa maska regenująca z kwasem hialuronowym
Analiza składu:
Aqua (woda), Glycerin (gliceryna), Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate (substancja w postaci rzadkiego oleju, dobrze tolerowana przez skórę), Ethylhexyl Stearate (substancja zmiękczająca skórę), Glyceryl Stearate (emulgator), PEG-100 Stearate (emulgator, czynnik nawilżający), Panthenol (substancja nawilżająca, działa przeciwzapalnie, przyspiesza procesy regeneracji), Dimethicone (silikon nierozpuszczający się w wodzie, emolient), Hydrogenated Polydecene (syntetyczny lipid ochronny skórę, reguluje wydzielanie łoju), Cetearyl Olivate (naturalny emulgator pozyskiwany z oliwy z oliwek, nawilża i zmiękcza skórę), Sorbitan Olivate (naturalny emulgator pozyskiwany z oliwy z oliwek, nawilża i zmiękcza skórę), Olea Europea (Olive) Fruit Oil (oliwa z oliwek), Propylene Glycol (rozpuszczalnik, czynnik nawilżający, konserwant), Olea Europea Leaf Extract (ekstrakt z liści oliwek, działa przeciwzapalnie, zwalcza wolne rodniki, wygładza i zmiękcza skórę), Tocopheryl Acetate (witamina E), Sodium Hyaluronate (kwas hialuronowy), Sodium Polyacrylate (substancja żelująca), Hydrogenated Olive Oil Decyl Esters (stabilizator emulsji), DMDM Hydantoin (konserwant), Methylparaben (konserwant), Ethylparaben (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Limonene (składnik kompozycji zapachowych, imituje zapach skórki cytrynowej), Hexyl Cinnamal (składnik kompozycji zapachowych), Benzyl Salicylate (składnik kompozycji zapachowych), Buthylphenyl Methylpropional (składnik kompozycji zapachowych), Citronellol (składnik kompozycji zapachowych, imituje zapach róży i geranium), Alpha-Isomethylionone (składnik kompozycji zapachowych), Linalool (składnik kompozycji zapachowych, imituje zapach konwalii), Geraniol (składnik kompozycji zapachowych, imituje zapach pelargonii), CI 42090 (niebieski syntetyczny barwnik), CI 19140 (żółty syntetyczny barwnik), CI 47005 (żółty syntetyczny barwnik), CI 16035 (czerwony syntetyczny barwnik)

Ziaja, Liście zielonej oliwki, Oliwkowa maska kaolinowa z cynkiem oczyszczająco-ściągająca
Analiza składu:
Aqua (woda), Hydrated Silica (substancja matująca), Glycerin (gliceryna), Myristyl Myristate (olej syntetyczny), C12-13 Alkyl Lactate (emulgator), PEG-7 Glyceryl Cocoate (emulgator), Panthenol (substancja nawilżająca, działa przeciwzapalnie, przyspiesza procesy regeneracji), Glyceryl Stearate (emulgator), PEG-100 Stearate (emulgator, czynnik nawilżający), Illite (glinka zielona), Kaolin (glinka porcelanowa), Carbomer (stabilizator emulsji), Zinc Oxide (substancja chroniąca skórę i pobudzająca gojenie, filtr UV), Propylene Glycol (rozpuszczalnik, czynnik nawilżający, konserwant), Olea Europea Leaf Extract (ekstrakt z liści oliwek, działa przeciwzapalnie, zwalcza wolne rodniki, wygładza i zmiękcza skórę), Xanthan Gum (stabilizator emulsji), Diazolidinyl Urea (pochodna alantoiny, konserwant), Methylparaben (konserwant), Parfum (kompozycja zapachowa), Sodium Hydroxide (regulator pH)

Obie maseczki stały się moimi ulubionymi i obie lubię tak samo. Maseczka oczyszczająca faktycznie wchłania nadmiar sebum i wygładza, do tego wspaniale odświeża. Bardzo lubię to uczucie po użyciu glinki. Maska regenerująca też przyjemnie działa - również odświeża, delikatnie nawilża i wygładza. Jak dla mnie są to świetne maseczki warte wypróbowania, zwłaszcza, że kosztują niewiele i naprawdę działają. Swoją drogą mam wielką ochotę wypróbować pozostałe produkty z tej serii. Kusi mnie zwłaszcza oliwka do mycia oraz woda tonizująca z witaminą C.

Miałyście coś z serii Liście zielonej oliwki? :)

czwartek, 27 listopada 2014

Sensique Make-up Pearls

Hej :)
Mam dzisiaj dla Was recenzję kulek rozświetlających z Sensique. Kupiłam je ponad rok temu w Naturze za dychę, chociaż cena bez promocji jest niewiele większa (ok. 14 zł). Oto i one! :)

Sensique, Trendy make-up pearls, Puder rozświetlający w perełkach nr 102
Kupiłam te kuleczki całkiem przez przypadek. Nie miałam żadnego rozświetlacza, a ten wydawał się całkiem przyzwoity chociaż opakowanie nie wygląda zbytnio zachęcająco. Ale plastik, z którego jest zrobiony jest całkiem mocny i do tej pory trzyma się w całości.
Z tego, co się orientuję, w środku są dwa kolory kulek - różowy i brzoskwiniowy. Poniżej możecie zobaczyć jak to wygląda na ręku:
Efekt jest bardzo delikatny i trudno mi było to sfocić. Na żywo wygląda to znacznie lepiej, perełki dają delikatną poświatę. Mnie osobiście bardzo się to podoba, bo szczęśliwie w kulkach nie ma żadnego brokatu tudzież innych rzeczy. Jestem bardzo zadowolona z perełek i z przyjemnością będę ich używać, zwłaszcze w makijażu dziennym. Jak dla mnie taki efekt jest idealny :)

Miałyście te perełki? Jakie są Wasze ulubione rozświetlacze? :)

środa, 26 listopada 2014

Pomysł na prezent: Fuji Instax Mini 8

Hej :)
Uwielbiam fotografię! Kocham tkwić w krzakach i robić sesje małym robaczkom, sterczeć na moście z pilotem i czekać na odpowiedni moment, by odpalić migawkę. Kocham przeglądać galerie zdjęć, książki, inspirować się. Naprawdę to uwielbiam i nawet moja praca magisterska dotyczyła fotografii. Przyznam się też bez bicia, że uwielbiam zbierać aparaty fotograficzne i moja kolekcja stale się powiększa.
Rok temu, tuż przed Bożym Narodzeniem w  moje łapki trafił piękny, biały aparat analogowy do zdjęć natychmiastowych. Od dziecka marzyłam o klasycznym Polaroidzie, a potem zakochałam się w i-Zone (swoją drogą mam go już :P). Mój aparat to Fujifilm Instax Mini 8 i wygląda tak:

Z chwilą rozpowszechnienia fotografii cyfrowej, wszelkie analogi i Polaroidy odeszły w cień. A szkoda! Na szczęście firma Fujifilm wypuściła na rynek aparaty do zdjęć natychmiastowych. Wierzgałam nóżkami z radości i przeglądałam sklepy internetowe z myślą, że niedługo wybrany Instax zagości w moich łapkach. Mój mężczyzna postanowił to marzenie spełnić i zakupił mi ten aparacik. Takiego funu nie miałam nigdy w życiu! Ileż to jest radochy i zabawy, kiedy naciskam spust migawki, z góry wyjeżdża zdjęcie, a ja czekam, co się na nim pojawi. Kiedyś zabrałam Instaxa do chrześniaków, dzieciaki były zachwycone tą magią - wychodzi biały papierek, a po chwili jest na nim obraz :)
Instax ma 5 trybów fotografowania i automatycznie określa, który z nich jest najlepszy (świeci się lampka, co możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej). Właściwie w aparacie wszystko jest automatyczne i nic nie trzeba ustawiać. Obiektyw to stałka 60mm, migawka jest ustawiona na 1/60s, a lampa błyskowa odpala za każdym razem.
Największą wadą takiego sprzętu będzie dość wysoka cena. Mój model wraz z kompletem 20 wkładów i wysyłką kosztował ponad 300 złotych, jednak dla kogoś zakręconego na punkcie foto jak ja taki gadżet jest bezcenny :)
Oto kilka przykładowych fotek, które wiszą u mnie w pokoju:

Kręci kogoś taki aparacik? :)

wtorek, 25 listopada 2014

Gumki do włosów - Invisibobble i chińska inspiracja

Cześć!
O gumkach Invisibobble napisano już wszystko, ale i ja postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze. Mam już je od jakiegoś czasu, kupiłam żółtą i niebieską w sklepie ezebra (5 zeta za sztukę). Nie mogłam ich nie kupić, bo według blogerek Invisibobble to must have, must try, gadżet i hit stulecia.
Do tego jakiś miesiąc temu znalazłam u Chińczyka coś podobnego do Invisibobble i to za 1,50 zł. Czy dzień zakupu tych gumek był dniem, który zmienił moje życie? O tym niżej :)

Na górze gumki Invisibobble, na dole gumka od Chińczyka
 Invisibobble
 Niebieska tuż po zakupie
Żółta tuż po zakupie
Gumka od Chińczyka

Przyznam, że nie cierpię związywać włosów. Wystarczy, że nawet gdy delikatnie je zwiążę, zaczyna mnie boleć skóra głowy i włosy. Unikam więc jak ognia tej tortury. Poza tym najzwyczajniej w świecie nie umiem nic zrobić z włosami poza kucykiem czy koczkiem, a w tym nie czuję się najlepiej.
Gumki do włosów jednak się przydają, choćby na budowie czy w warsztacie (wtedy musze mieć związane kłaki). Zdecydowałam się więc na słynne Invisibobble. Zdziwiłam się, że są takie malutkie, ale wystarczyło raz związać włosy i już się rozciągnęły. Przypominają mini telefoniczny kabel i potrafią wywołać salwę śmiechu ("Co ty masz we włosach, co to za kabel? Hahahahahahahaha!!"). Podobnie jest z chińską gumką - również przypomina kabel od telefonu, jednak nieco grubszy i przez to ta gumka prawie się nie rozciągnęła. Jest nieco twardsza, ale "działa" tak samo jak Invisibobble.
Invisibobble miały być rewolucją - zero ciągnięcia czy wyrywania włosów, brak metalowych łączeń. Wszystko za 5 zeta za sztukę (gumki generalnie są dostępne w zestawach po 3 sztuki). No wszystko ładnie i pięknie, ale moja zwykła frotka z zestawu gumek za 5 zeta też nie ma metalowych łączeń, nie ciągnie za kłaki, nie wyrywa, nie zsuwa się. Szału nie ma, jakoś mnie ta rewolucja nie rusza.

Macie gumki Invisibobble, jesteście zadowolone? :)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Farbowanie z Marion revOILution

Cześć!
Zapraszam Was dzisiaj na efekty koloryzacji nową farbą do włosów firmy Marion. Nowość wypatrzyłam już jakiś czas temu, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Z pomocą przyszła gazetka Natury, gdzie zauważyłam farbę za 5 zeta (bez promocji za 6). Kupiłam dwie żeby spokojnie starczyło na całe włosy (dobrze zrobiłam, bo część wywaliłam sobie na spodnie :D) i przystąpiłam do koloryzacji. Oto opakowanie i skład.


Marion, revOILution 120 Burgund
Nie testowałam wcześniej żadnej farby z olejkami i byłam ciekawa tej. Pierwsza rzecz, jaka mi się rzuciła w oczy to to, że olejków jest tyle, co kot napłakał (po kompozycji zapachowej) :( No ale nie zniechęciło mnie to, bo jak już chcę coś przetestować, to przetestuję :D Rozrobiłam mieszankę, dodałam kilka kropel olejku arganowego i nałożyłam to wszystko na łeb na ok. 40 minut. Następnie spłukałam farbę, umyłam włosy szamponem aloesowym Rosa i na chwilę nałożyłam jeszcze Emulsję Gloria. Potem wysuszyłam włosy suszarką.
O ile zapach farby nie przeszkadzał mi przy farbowaniu, tak potem nie mogłam wytrzymać. Nie pomógł szampon i odżywka, włosy musiałam związać w koczek na środku głowy (czego nienawidzę), żeby tylko nie czuć tego zapachu.
Dzisiaj rano wciąż mnie dusiło (dosłownie! nie dość, że mnie wywraca, to jeszcze dusi), więc na skalp nałożyłam maseczkę drożdżową, a na długość maseczkę kakaową. Włosy umyłam szamponem Alterra Papaja i Bambus, końcówki zabezpieczyłam Kuracją z jedwabiem i Olejkami orientalnymi z Marion. Ten duszący zapach chemii wciąż czuć, ale jakoś muszę się przemęczyć :(

Oto włosy dzisiaj. Przepraszam za ten rozwiany kosmyk, nie miałam asystenta do poprawiania włosów, a sama nie mogłam ogarnąć :D
 Zdjęcie z lampą odbitą od sufitu + dyfuzor
Tak naprawdę kolor widać dopiero pod światło - wyszedł burgund. Jestem średnio zadowolona, bo myślałam, że kolor będzie bardziej wyrazisty, a tak jest tylko burgundowy połysk. Farby raczej nie kupię ponownie ze względu na ten duszący zapach. Miałam już wcześniej inne farby i pierwszy raz mi sie zdarzyło, żeby mnie aż tak dusiło :|

Miałyścię tę farbę? Macie inne farby godne polecenia? :)

niedziela, 23 listopada 2014

Marion Golden skin care

Cześć! :)
Jakiś czas temu na fb firmy Marion zobaczyłam pewną nowość. Było to serum do twarzy hialuronowe nawilżenie. Traf chciał, że produkt ten udało mi się kupić w Leclercu, w zawrotnej cenie 9 złotych. Jak się u mnie sprawdziło?

Marion, Golden skin care, serum do twarzy, szyi i dekoltu, hialuronowe nawilżenie
Pierwsze, co mi się spodobało to to, że serum jest w grubej szklanej buteleczce z pipetką. To bardzo wygodne rozwiązanie. Niestety, raz buteleczka mi upadła i o ile ona sama nie pękła, to pipetka rozpadła się w drobny mak. Trochę serum mi jeszcze zostało, ale po prostu kupię sobie jeszcze jedno, bo nie chcę ryzykować smarowania się szkłem.
Najbardziej polubiłam nakładanie serum przed makijażem - bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, a twarz jest delikatnie nawilżona. Nie jest to jakieś mocne nawilżenie, dlatego raczej nie stosowałam serum na noc - wybierałam wtedy jakieś treściwe smarowidło.
Nie jestem ekspertem, ale nie wierzę, że takie serum (komórki macierzyste arganu wtf?) uzupełni mi jakieś ubytki w tkankach czy spłyci zmarszczki. Tak czy owak chciałam je po prostu wypróbować i na pewno do niego wrócę, bo jest fajną bazą pod makijaż. I koniecznie muszę wypróbować płatki pod oczy oraz maskę z tej serii.

Miałyście ten produkt? :)

sobota, 22 listopada 2014

Moja kolekcja cieni: Palety Technic i inne

Hej!
Zapraszam na kolejny wpis o mojej kolekcji cieni do powiek. Dzisiaj pokażę Wam różne palety - m.in. Technic, MUA i ukochaną Wet N Wild. Jeśli nie widzieliście wpisu z paletkami Sleek, to zapraszam tutaj.
Wszystkie swatche były robione bez bazy :)

Technic Electric Metalix
Tania paletka (10 zł) w neutralnych metalicznych kolorach. Ma piękne odcienie złota oraz niepozorny, biały cień (pierwszy z prawej z górnego rzędu), który mieni się na kolor miętowy. Pigmentacja jest świetna, ale cienie trochę osypują się przy aplikacji.

Technic Electric UV
Piękna paletka w fioletach i różach. Bardzo dobra pigmentacja i cena (10 zł). Niestety, cienie osypują się przy aplikacji - ale to ich jedyna wada. Warto mieć tę paletkę, jeśli lubicie takie kolorki, jest warta zakupu :)

Technic Electric
Kolejna świetna paletka z tej firmy, tym razem w szalonych kolorach. To była pierwsza paleta Technic, jaką sobie sprawiłam i jestem nią zachwycona. Jest idealna do kolorowych makijaży i nie kosztuje majątku, bo tylko 10 zł. Cienie, tak jak w poprzednich paletkach, osypują się przy aplikacji.

MUA, Heaven and Earth Eyeshadow Palette
Mój pierwszy i jedyny produkt MUA. Bardzo ładna paletka w neutralnych kolorach, idealna do codziennych makijaży. Ma świetną pigmentację, a cienie długo utrzymują się na powiekach.

Accessorize Eye Wardrobe
Tę paletę kupiłam w zestawie razem ze sztucznymi rzęsami i błyszczykiem na Allegro za śmieszne pieniądze. Cienie z górnego rzędu mają średnią pigmentację, trzeba się napracować, żeby kolor był widoczny. Z kolei cienie z dołu mają już lepszą pigmentację. Mimo to i tak bardzo lubię tę paletkę :)

Wet N Wild Comfort Zone
O tej palecie pisałam już tyle razy, że pewnie macie dość. Nic na to nie poradzę - jest świetna! Przyjechała do mnie z Irlandii, bo niestety produkty firmy Wet N Wild są trudno dostępne (a jak już są, to jest niewielki wybór). Używam jej praktycznie codziennie, bo jest idealna do dziennych makijaży.

Essence Night Club 03 Dance-til-dawn
Nie wiem, co mi przyszło na myśl, że kupiłam ową paletkę. Rzadko jej używam, chociaż kiedyś dość często malowałam się przy jej pomocy. Pigmentacją nie powala, ale nie jest najgorsza.

My Secret Paradise Lagoon Flower Fantasy
Kupiłam ją za parę złotych dla tego obłędnego fioletu. Dawno nie używałam tej palety, ja już ją wyciągam to raczej na wiosnę i lato. Ogólnie ujdzie w tłoku, ale tylko 2 cienie są w miarę dobrze napigmentowane (czerwony i fioletowy).

Ingrid Ideal eyes
Paletka, która trafiła do mnie na spotkaniu blogerek i którą jestem pozytywnie zaskoczona. Nie miałam nigdy cieni z tej firmy, ale są naprawdę dobrej jakości. No i pigmentacja jest bardzo dobra :)

Virtual Eye shadows 208
To trio też otrzymałam na spotkaniu blogerek. Jak dla mnie cienie są średnie - tylko ten czekoladowy jest w miarę dobrze widoczny. Niestety, mój aparat przekłamał nieco pierwszy kolor - jest w rzeczywistości bardziej różowy.

Miałyście którąś z tych paletek? Wpadło Wam coś w oko? :)