niedziela, 9 sierpnia 2015

Nowe włosy, nowe życie? [post filozoficzny]

Hej!
Dzisiaj ostatni post, który zakończy Włosowy Tydzień. Chciałabym dzisiaj napisać o moich skromnych doświadczeniach związanych z dość dużą zmianą koloru włosów.
Tak jak już pisałam w poście dotyczącym zmiany, czerwień bardzo długo chodziła mi po głowie. Aż w końcu zrobiłam to i absolutnie nie żałuję! To była jedna z lepszych decyzji w moim życiu (tak, wiem, że są ważniejsze sprawy). Może nie dostałam wymarzonej pracy i nie osiągnęłam przez tę zmianę wielkiego życiowego sukcesu, ale są pewne plusy. Zdecydowanie częściej się uśmiecham (bo ta zmiana cieszy!), a człowiek uśmiechnięty wygląda lepiej i nawet nie jest potrzebny makijaż. Przez niecałe dwa miesiące, które minęły od mojej koloryzacji rozmawiałam z większą ilością osób niż przez ostatnie pół roku. Może to przypadek, a może niekoniecznie. Słyszę komplementy, ludzie mnie zagadują. Fakt, zdarzają się sytuacje, że dziecko krzyczy na cały sklep: "mamo, ta pani ma pomarańczowe włosy!!!" (rośnie mała daltonistka), ale mnie to już nawet nie dziwi :D
Dlatego jeśli chodzi Wam po głowie zmiana fryzury czy koloru - zróbcie to! Ja nie mówię tylko o farbowaniu na czerwono ;), bo wiadomo, że każdy woli co innego. Dla jednych sporą zmianą będzie delikatne przyciemnienie czy rozjaśnienie włosów, dla innych zrobienie grzywki, a dla innych koloryzacja na turkusowo. Jeśli chcecie zaprzestać farbowania - też to zróbcie! Jak coś Wam nie wyjdzie, to trudno. Ja kiedyś chodziłam z wielkim jajkiem na głowie i jakoś przeżyłam.
Podsumowując mój chaotyczny post, czasem warto coś zmienić w swoim wyglądzie (ależ to głębokie...). Może dzięki temu poczujecie się lepiej, może dostaniecie lepszą pracę, może poznacie kogoś fajnego, może dacie zauważyć się w tłumie, a ludzie będą się za Wami oglądać. Mówi się, że wygląd nie jest taki ważny, ale nie jest to prawda. W dzisiejszych czasach wszyscy na to patrzą.

pozdrawiam
Majek

sobota, 8 sierpnia 2015

Szczotka do włosów z dzika Elite Models

Hej!
Dzisiaj chciałabym pokazać Wam ulubieńca ostatnich dni. Wiem, że większość stawia ołtarzyki poświęcone szczotce Tangle Teezer, jednak tym razem ja pozachwycam się czym innym ;)

Elite Models, Detangling, Szczotka z włosia dzika do włosów krótkich i o średniej długości
Już od dłuższego czasu czaiłam się na jakąś szczotkę z włosia dzika. Miałam nabyć ją na allegro, ale ostatecznie kupiłam w Rossmannie. Po prostu nie lubię czekać na przesyłkę, wolę mieć coś od razu :D Szczotka Elite Models kosztowała niecałe 30 złotych.
Na początku miałam obawy (jak zwykle ja i te moje obawy...), czy szczotka na pewno nie będzie plątać włosów. Włosie naturalne zawsze mi się jakoś kojarzyło z plątaniem, nie wiem dlaczego. Szczotka sunie po włosach, delikatnie ale dobrze je rozczesuje. Moje kłaki bardzo lubią się plątać, zwłaszcza przy karku. Z takimi kołtunami nie radzi sobie TT, który włosy po prostu wyrywa, a dźwięk przy czesaniu jest straszny. Wiem, że się nie znam, jednak nie chcę już niszczyć włosów tym dziwnym plastikowym czymś. Od kiedy mam szczotkę Elite Models, nie mam już problemów z rozczesaniem kołtuników, włosy nie są przylizane, ale przyjemnie puszyste.
Szczotka jest wykonana z czarnego plastiku, ma też elementy srebrne (jak dla mnie nieco tandetne, ale ja uwielbiam kicz). Na jednym zdjęciu widać, że jest kiepsko sklejona, ale mi to nie przeszkadza. W rączce jest też ukryta spinka (chociaż na rysunku jest przedstawiona jako pomocnik czyszczenia). Jak dla mnie ciekawy gadżet, ale mnie zupełnie zbędny.
Jestem mega zadowolona z zakupu i cieszę się, że w końcu nic nie wyrywa mi włosów :)

Lubicie szczotki z naturalnego włosia?

piątek, 7 sierpnia 2015

Color Seal Balsam Conditioner Syoss

Hej!
Zwykle nie kupuję kosmetyków reklamowanych jako profesjonalne, które można bez problemu kupić w drogeriach. Najczęściej nie odpowiadają mi składy oraz zbyt wysokie ceny w stosunku do kiepskiej zawartości, a poza tym na opakowaniu zawsze jest tyle obietnic... Jednak jakiś czas temu dałam się skusić na gagatka z firmy Syoss.

Syoss, Supreme Selection, Professional Performance, Revive, Cellular Hair Restore, Color Seal Balsam Conditioner, Włosy farbowane lub z pasemkami
Tak naprawdę skusiła mnie cena, bo akurat trafiłam na rossmannową wyprzedaż zwaną "cena na do widzenia". Odżywka była przeceniona z 20 złotych na niecałe 5, więc myślę - biorę! Z Syossa miałam kiedyś jedynie suchy szampon (dramat...) i jakąś farbę, ale nic innego mnie nie kusiło. Odżywkę wzięłam też z tego powodu, że nie miałam akurat nic z silikonem, a coś takiego zawsze mi się przydaje. Co prawda silikonowych odżywek nie używam za często, ale nakładam je jak mi się spieszy i chcę, żeby włosy jakoś tam wyglądały.
Odżywkę zawsze nakładałam dosłownie na chwilę, maksymalnie do 3 minut. Po 5 minutach zbyt mocno obciążała włosy, które nie wyglądały za dobrze. Bardzo ładnie wygładzała kosmyki, lepiej się po niej rozczesywało. O ile włosy po jej użyciu wyglądały dobrze, tak następnego dnia były postrączkowane i nadawały się tylko do mycia. Nie zauważyłam, żeby chroniła kolor.
Cóż, Syossowa odżywka nie jest dla mnie. Przynajmniej już wiem, czego nie kupować :D

Mieliście okazję wypróbować tę odżywkę? Lubicie produkty Syoss?

czwartek, 6 sierpnia 2015

Szampony: Care & Go, Romantic, Barwa, BabyDream

Cześć!
Włosowy Tydzień to dobra okazja, by napisać o szamponach. Rzadko piszę o produktach do mycia głowy, no bo w sumie co o nich można napisać? :D Dlatego dzisiaj recenzja zbiorcza czterech szamponów, których miałam okazję używać.
Bohaterowie notki:

Care & Go, Szampon przeciwłupieżowy do wrażliwej skóry głowy
Szampon z Biedronki, który kiedyś bardzo mi pomógł i do którego chętnie wracam. Jest świetny, rozprawia się z łupieżem niemal od razu. Bardzo dawno temu miałam łupież i używałam różnych szamponów, od drogeryjnych do aptecznych. Ten mogę Wam zdecydowanie polecić. Jest niedrogi (ok. 5 złotych za 300 ml) i można go dostać w każdej Biedronce. Mimo silikonu w składzie nie powodował przyklapu, włosy nie przetłuszczały się szybciej. Nie podrażniał skóry głowy. Teraz problemów z łupieżem już nie mam (czasem się zdarza po jakiejś wcierce), ale co jakiś czas myję tym szamponem łeb, bo świetnie oczyszcza.

Romantic, Professional, Szampon, Wygładzanie, Włosy normalne i delikatne, Jedwab
Prawdziwy kolos w tym zestawieniu, bo ma aż 950 ml! Wystarczy go na całe wieki, ja go wciąż mam i mam. Szampon kupiłam kiedyś w Biedrze za 7.50 zł, ale co jakiś czas kosmetyki tej marki się tam pojawiają, więc możecie polować. Skusił mnie właśnie swoją wielką pojemnością. Sam szampon jakoś mnie nie zachwyca - ma SLES, ale nie jest mocno oczyszczający. Nie zauważyłam żadnego "zdrowego wyglądu włosów" (jak deklaruje producent), za to pompka dozuje zbyt mało produktu (trzeba się namachać). No nie wiem, szampon jak szampon, czterech liter nie urywa :)

Barwa Ziołowa, Szampon pokrzywowy do włosów przetłuszczających się
Słynny szampon-hit blogosfery, który u mnie gości po raz pierwszy na półce. Uwielbiam go! Świetnie oczyszcza i pięknie pachnie, tak męsko :D Skóra głowy jest przyjemnie odświeżona, a włosy skrzypią z czystości. Stosuję go raz na jakiś czas (różnie to bywa - czasem dwa razy w tygodniu, czasem raz na tydzień/półtora tygodnia), kiedy łeb potrzebuje porządnego oczyszczenia. Można go dostać w wielu sklepach, sklepikach, kioskach. Ja swój kupiłam w (jeszcze) Realu za 2 zeta (250 ml).

BabyDream, Leichtkamm-Shampoo, Szampon ułatwiający rozczesywanie włosów
Dawno temu, kiedy zaczynałam się interesować pielęgnacją włosów, sięgałam po klasyczny szampon BabyDream. Cieszę się jednak, że firma wypuściła inny wariant. Po tym klasycznym włosy były takie dziwne, poplątane, nieprzyjemne w dotyku, ciągnęły się. Co prawda nie rozczesuję włosów na mokro, a po każdy myciu używam odżywki, jednak odpychało mnie od tamtego szamponu. Wariant, który ułatwia rozczesywanie wolę bardziej. Nie ma już tego wrażenia, że wyjdę spod prysznica z miotłą na głowie, której nie będę mogła rozczesać. Lubię ten szampon za to, że mogę myć nim łeb nawet codziennie, a mojej skórze głowy nic nie będzie, bo jest bardzo delikatny. Można go kupić w Rossmannie za 6 złotych (250 ml).

Dajcie znać, czy mieliście któryś z tych szamponów i co u Was aktualnie się sprawdza :)

środa, 5 sierpnia 2015

Biosilk Maracuja Oil

Hej!
Dzisiaj chcę Wam napisać parę słów o serum do końcówek z Biosilk. Zapraszam do czytania :)

Farouk, Biosilk, Nawilżająca regeneracja Maracuja Oil
Produkt zakupiłam w Biedronce - 15 ml za 4.99 zł (można go też dostać w Lidlu i Rossmannie). Bardzo lubię kuracje na końcówki i co jakiś czas kupuję jakąś inną na wypróbowanie. Z tej jestem zadowolona - wygładza i ujarzmia włosy, dzięki silikonom kłaczki wyglądają zdecydowanie lepiej. Nie mówiłabym tu o nawilżeniu czy regeneracji, bo to typowy produkt do zabezpieczania końcówek. Kolejnym plusem jest to, że produkt bardzo przyjemnie pachnie, tak słodkawo. Muszę jednak się przyczepić braku dozownika w buteleczce, bo niekiedy przez ten wielgachny otwór wydostaje się za dużo tegoż mazidła. A niestety, im więcej serum wyląduje na włosach, tym większy przyklap oraz strąki. Przy rozważnym stosowaniu nic takiego się nie stanie. Produkt jest bardzo wydajny, ja go mam, mam, mam i ciągle mam :D
Serum jak najbardziej polecam. Ktoś ma? :D

wtorek, 4 sierpnia 2015

Chusteczki do usuwania śladów farby ze skóry Accent

Cześć!
Chcę Wam dzisiaj pokazać jednego z moich ulubieńców ostatnich dni. Kiedy tylko zobaczyłam ten produkt w zapowiedziach nowości, wiedziałam, że będzie mój :)

Accent, Chusteczki do usuwania śladów farby ze skóry

Wiem, że dla niektórych taki gadżet jest zupełnie zbędny. Mnie się jednak przyda, chociaż zazwyczaj zabezpieczam skórę tłustym kremem lub wazeliną. Nawet mimo takiego zabezpieczenia zawsze gdzieś się wybrudzę, więc takie chusteczki są dla mnie wybawieniem.
Farbuję włosy na czerwono i testowałam ten oto produkt tylko z takim kolorem. Jestem zachwycona, jak szybko mogę pozbyć się plam po czerwonej piance i że nie muszę tracić czasu na mozolne wycieranie zabrudzonej części ciała. Jedyną wadą jest zapach tych chusteczek, śmierdzą farbą do włosów.
Chusteczki Accent to naprawdę przydatna rzecz przy farbowaniu włosów. Jestem ciekawa, jak spiszą się u Mamy, która farbuje się na ciemniejszy kolor. U mnie działają, z czego bardzo się cieszę :) Można je nabyć w Rossmannach za ok. 7 złotych (6 chusteczek).

Macie, używacie? :)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rok bez prostowania włosów | Sposoby na proste włosy bez użycia prostownicy

Hej!
Zapraszam Was na Włosowy Tydzień! Aż do niedzieli będę Was katować postami tylko i wyłącznie o włosach. Mam nadzieję, że mój pomysł Wam się spodoba i miło spędzicie czas :)
Jakiś czas temu zorientowałam się, że minął już ponad rok od kiedy przestałam katować włosy prostownicą. Nie będę Was tutaj absolutnie namawiać do tego, by zaprzestać używania prostownicy. Uważam, że każdy ma swój rozum i wie, co dla niego jest dobre :)
Włosy prostowałam od liceum. Już wcześniej zamarzyłam o prostownicy, bo wszystkie dziewczyny jej używały. Nie cierpiałam swoich lekko pofalowanych włosów, wiecznie sterczących w różne strony. W pierwszej albo drugiej klasie liceum wybrałam się do fryzjera na podcięcie włosów. Efekt po wyjściu z salonu tak mi się spodobał, że musiałam mieć prostownicę. Cóż, mama uległa moim namowom (niestety). I tak zaczęło się kilkuletnie codzienne katowanie najwyższą temperaturą.
Przez liceum nie za bardzo interesowałam się pielęgnacją włosów, po prostu miałam inne zainteresowania. Dopiero na studiach coś tam zaczęłam powoli ogarniać - kupowałam maski, odżywki, łagodniejsze szampony. Ale z prostownicy nie potrafiłam zrezygnować. Nawet po użyciu wygładzających mazideł dalej twierdziłam, że muszę je wyprostować. To nic, że miałam pierdyliard rozdwojonych końcówek, które wisiały smętnie.
W końcu jednak postanowiłam zrezygnować z prostownicy. Zrobiłam to tak po prostu, z dnia na dzień. Obiecałam sobie, że w razie czego będę jej używać. Szczęśliwie tylko raz miałam potrzebę użycia prostownicy, ale na bardzo niskiej temperaturze. Nie uważam jej za wielkie zło, jednak wolę używać jej z głową. Poza tym włosy same z siebie przestały mi się falować już jakiś czas temu z czego bardzo się cieszę :)
A czy można żyć bez prostownicy? Oczywiście, że tak :) Jest sporo sposobów, żeby wygładzić czy wyprostować włosy bez użycia takiej wysokiej temperatury. Mnie zawsze ratował Zabieg laminowania włosów z firmy Marion:
Wcześniej stosowałam jeszcze jakieś mazidło prostujące z Pantene, ale nie pamiętam, jak się sprawdzało. Lubiłam też Mleczko prostujące włosy Marion. Dobrym sposobem jest też modelowanie włosów przy użyciu okrągłej szczotki i chłodnego nawiewu suszarki. Wiele osób zachwala laminowanie żelatyną (ja niestety nie mogę się przemóc):
Inne sposoby na proste i gładkie włosy to:
-keratynowe prostowanie włosów to nieco kosztowny, ale dość trwały zabieg, efekt może utrzymywać się do 6 miesięcy
-płukanka z szałwii, która ma właściwości prostujące
-mąka ziemniaczana dodana do maski w stosunku 1:2 dociąży i wygładzi kłaczki
-nafta kosmetyczna rozluźnia skręt i wygładza włosy, do tego zatrzymuje wilgoć we wnętrzu włosa; stosowana zbyt często może przesuszać
-spirulina dodana do maski rozluźnia skręt, a do tego nawilża
-silikony w maskach i odżywkach nie tylko optycznie zamaskują zniszczenia, ale ładnie wygładzą włosy

Używacie prostownicy? Macie sposoby na proste włosy? :)

sobota, 1 sierpnia 2015

Rimmel Match Perfection

Hej!
Rzadko piszę o podkładach, bo najzwyczajniej w świecie posiadam aktualnie tylko jeden ;) W najbliższym czasie zamierzam kupić kolejny, ale to dopiero wtedy, gdy skończy mi się ten z Rimmela. Posiadam go jakoś od października/listopada zeszłego roku, więc całkiem długo :)

Rimmel, Match Perfection, 010 Light porcelain
 Jak to zwykle u mnie bywa, ciężko było mi pokazać kolor na zdjęciu. Jak widać, jest bardzo jasny:
Podkład kupiłam w Rossmannie za ok. 25-27 złotych w promocji. Nie mam pojęcia, ile kosztują teraz, bo na stronie Rossmanna jest napisane, że są to produkty już niedostępne. Nie wiem, czy są wycofane na zawsze, czy firma coś będzie zmieniać. W każdym razie cena jak za podkład drogeryjny jak dla mnie spoko :)
Mam co do tego produktu mieszane uczucia. Niby nie zapycha, dość długo pozostaje na twarzy (jeśli go zafiksuję, tkwi cały dzień), dobrze się go rozprowadza i przyjemnie pachnie. Ale z drugiej strony bardzo słabo kryje (producent pisze, że podkład jest kryjący) i trzeba ratować się korektorem. Podkład ma problem z przykryciem moich zaczerwienień (nie są mocne, radzi sobie z tym korektor), nie wspominając o drobnych niespodziankach. A jeśli nałożymy za dużo produktu, może zrobić nam maskę (z moim talentem się zdarzyło ze dwa razy). W sumie tylko czekam, aż mi się skończy i zamierzam kupić coś nowego. Może macie podkłady godne polecenia do 40 złotych? Dajcie mi znać w komentarzach :) Planuję nabyć Revlon Colorstay, ale nie wiem, czy warto :)

Mieliście ten podkład? :D

środa, 29 lipca 2015

Korektor Bell Multi Mineral

Hej!
Zapraszam dzisiaj na notkę o moim jednym z moich ulubionych korektorów z lubianej przeze mnie firmy Bell.
Bell, Multi Mineral, Anti-age concealer, nr 1
Korektor kupiłam w Biedronce za parę złotych (już nie pamiętam ile, ale niewiele), potrzebowałam czegoś na już i chwyciłam za ten. Skusił mnie ceną i jasnym kolorem. Jak widać po zdartych napisach, mam go już jakiś czas i jestem bardzo zadowolona. Korektor nie jest co prawda mocno kryjący, ale radzi sobie z moimi przebarwieniami czy zaczerwienieniami. Nieco kiepsko sprawdzał się pod oczami, ale ja mam bardzo ciemne cienie, które do końca ciężko zakryć (pod oczy wolę jednak Wibo Deluxe Brightener) . Trochę jednak je zakrywał i co najważniejsze, nie rolował się, nie ciemniał i pozostawał na swoim miejscu do końca dnia. Ten korektor spełnia moje oczekiwania, więc pewnie jeszcze nie raz wyląduje w mojej kosmetyczce :)

Macie, używacie? :)

poniedziałek, 27 lipca 2015

Cień do powiek Wet N Wild Suede

Cześć!
Dzisiaj chcę Wam pokazać piękny niebieski cień do powiek. Uwielbiam takie kolory i mam ich trochę w kolekcji. Ale niebieskości nigdy dość! :)

Wet N Wild, ColorIcon Eye Shadow SIngle, E3071 Suede
Uwielbiam takimi kolorami podkreślać dolną powiekę, a czasem wykombinuję makijaż z takim cieniem w roli głównej. Dlatego takie niebieskości z radością witam na pokładzie :) Cień z Wet N Wild dostałam od koleżanki, bo kosmetyki tej firmy ciężko kupić w Polsce. Cieszę się, że mogę wypróbować coś jeszcze oprócz wspaniałej paletki Comfort Zone. Cień jest mega napigmentowany i zawiera niewielkie drobinki brokatu. Nie osypuje się i nie pyli. Najczęściej nakładam go na kredkę Smart Girls Get More i przez cały dzień się na niej trzyma.
Z cienia jestem bardzo zadowolona i jak wpadnie Wam w łapki to polecam wypróbować :)

Macie coś z firmy Wet N Wild? :)

sobota, 25 lipca 2015

Dziewczyno, weź go do ręki

Cześć!
Tytuł może jest dwuznaczny, ale może to i lepiej, bo dotrze do większej ilości osób.  Dzisiaj o małym i niepozornym "gadżecie", który towarzyszy mi od ładnych paru lat.
Z tym oto gagatkiem nie rozstaję się nigdy. Gaz pieprzowy mam zawsze przy sobie, tylko co jakiś czas kiedy kończy się jego ważność, kupuję kolejne opakowanie. Gaz noszę w zasięgu mojej łapy - nigdy w torebce. Jeżeli ktoś/coś mnie zaatakuje, całe wieki zajmie mi wygrzebanie go z galaktyki torebki. W życiu są różne sytuacje i nie ma co zakładać, że "mnie nic złego się nie stanie". Poznałam sporo dziewczyn, jednak żadna gazu nie nosiła ze sobą. Opowiadały mi za to o tym, że nie raz znalazły się w niebezpiecznych sytuacjach lub bały się wracać po nocy do domu. Gaz służy do samoobrony właśnie w niebezpiecznych sytuacjach i najtańszy kupicie już za 15-20 złotych (w sklepach z militariami, bronią lub internecie). To niedużo, a może pomóc i ocalić życie. Do tego jest prosty w obsłudze i nie wymaga pozwolenia.
Ja szczęśliwie nigdy nie musiałam z niego korzystać, co nie znaczy, że mnie nic złego nie spotka. Wolę jednak gaz mieć ze sobą. Wam też doradzam zakup i życzę, żebyście nigdy nie znalazły się w niebezpiecznej sytuacji.
Pozdrawiam.
Majek.

czwartek, 23 lipca 2015

Paletka W7 In the city

Cześć!
Dzisiaj post o nowej paletce w mojej kolekcji. Mam ją od soboty, więc będzie to bardziej pierwsze wrażenie niż recenzja :)
W7, In the city, Natural nudes, Eye colour palette


Kolory na ręku, bez żadnej bazy. Ciężko było mi oddać je na zdjęciu, na żywo wyglądają zdecydowanie lepiej i intensywniej. Na górze: Wigwam, Troy, Brass; na dole: Touch, Autumn, Andrea:
Paletki W7 w metalowych opakowaniach kusiły mnie już od dawna, zwłaszcza te większe. Niestety, nie był mi chyba pisany ich zakup :D Za to gdy zobaczyłam mniejsze paletki In the city oraz In the mood to przepadłam. Mimo że mam mnóstwo różnych palet, to jednak zapragnęłam mieć taką niewielką w metalowym opakowaniu, żeby zabierać ją ze sobą na wyjazdy. Mój wybór padł właśnie na In the city, bo ta kolorystyka przypadła mi do gustu. Paletę kupiłam w sklepie Cocolita za 14.90 zł (swoją drogą polecam ten sklep - zamówienie składałam w piątek rano, a w sobotę rano paczka czekała już w Paczkomacie).
Paleta jest absolutnie piękna. Ma idealne kolory do codziennego makijażu, a i da się nią zmalować coś na wieczór. Można nią wykonać cały makijaż oka, bo jasne cienie też są dobrze napigmentowane i nie trzeba ze sobą targać dodatkowego cienia do wyrównania koloru powieki czy do rozcierania. Cienie na odpowiednio przygotowanej powiece trzymają się cały dzień. Jedyna ich wada to to, że pylą się przy nakładaniu.
Ja z zakupu jestem bardzo zadowolona i chyba pokuszę się o jeszcze jakąś paletkę z tej firmy :D

Macie cienie z W7? Jak się sprawują? :)