niedziela, 25 stycznia 2015

Podsumowanie tygodnia (4): Chamstwo, Biedronka, tyłek, wishlista

Cześć!
Ten tydzień przeleciał jak z bicza strzelił! Trochę był stresujący, a i zaczął się kiepsko (pan mnie chciał przejechać). W sumie skończył się też nie za bardzo. Ale dziś nie o tym. Pora na kolejne podsumowanie tygodnia! Będzie trochę czytania, więc kawka w dłoń i jedziem z tym koksem :D

Polskie chamstwo
Filmik AnesUK obejrzałam przez przypadek dzięki Fokusowanej. Ogólnie rzecz biorąc mam podobne odczucia. Co prawda sama mieszkam w Polsce i nie wiem, jak to jest w innych krajach, ale widzę to tak: nie ma pieniędzy, więc się frustrujemy i frustrujemy się, bo nie ma pieniędzy = błędne koło. Dlatego kasjerki rzucają mi groszami w twarz (to moja wina, że ceny mają debilną końcówkę 99 groszy, a bankomat nie wydaje kasy w pięciozłotówkach), a ochroniarz łazi za mną, bo z założenia ludzie przychodzą się nakraść, a nie na zakupy (w ogóle w Polsce nie ma czegoś takiego jak "domniemanie niewinności", prędzej jest "domniemanie winności" = każdy jest złodziejem; można się o tym przekonać, jak policja robi wjazd na chatę, czego nikomu nie życzę). Ludzie na ulicy wcale nie są lepsi, a o tych z PZU nie wspomnę (zapłaciłam ciężkie pieniądze za polisę, której nie chcieli mi wydać i jeszcze pretensje O.o). Dobra, pal licho to chamstwo, jest ogólna frustracja, a reklama z Eweliną Lisowską jeszcze bardziej to pogłębia. Komentarze pod tym filmikiem to jest dopiero chamstwo :O Napisać do widza "wypad, to mój kanał i mogę sobie na nim robić co mi się podoba" to po prostu.... No właśnie, jak myślicie CO? :D

Filmik Nudziary o wyśmiewaniu
Dobra, skończmy z tym chamstwem, bo już się sama sfrustrowałam. Bardzo lubię kanał Kasi - nie ma tam tylko słodkopierdzących hauli i vlogów o gotowaniu wody w czajniku. Nudziara często porusza ciekawe tematy (np. o piesku ze schroniska), a tym razem opowiedziała swoją historię ze szkoły. Filmik naprawdę mnie poruszył, jest niezwykle szczery, a temat jest mi bliski. Do tej pory spotykają mnie przykrości z powodu wyglądu i co prawda teraz umiem to olać, ale kiedyś miałam z tym problem. Też próbowałam się dopasować do danej grupy i wiedzcie, że nie było warto. Dobrze mieć obok siebie ludzi, którzy nas akceptują. Po prostu.

Kolor
Mega spodobał mi się filmik Jovanki Czarnik o kolorze w makijażu. Ja mam wielki problem z doborem kolorów i sama chętnie poddałabym się analizie kolorystycznej. Oj tak... Przydałoby mi się.

Muzyka: LemON, Chylińska, HuczuHucz
Tę piosenkę katowałam non stop przez ostatnie dni. Napiszę tylko tyle: UWIELBIAM.
Pamiętam, jak słuchałam tego 3 lata temu. Czasem warto wrócić do pewnych chwil...

Robię pośladki
zdjęcie z kwejka.
Kiedyś skusiłam się na kilka seansów z Ewą Chodakowską. Miała mi zrobić brazylijskie pośladki, a skończyło się tym, że nagle wyrosły mi wielkie tricepsy. Ale tak to jest, jak ćwiczenia robi się na rękach... Dałam sobie spokój na jakiś czas, aż w pewnym momencie zaczęłam robić przysiady. Nie mam jeszcze dupeczki jak z fotki, ale czuję efekty. Coraz mniej mi się trzęsie to wszystko.

Biedra!
Nie ma tygodnia bez zakuposków w Biedrze. Oto mój upolowany power bank. Super, że go nabyłam, bo baterie w smartfonach wołają o pomstę do nieba... A ja oczywiście muszę być przygotowana na wszystko.
No i świece też muszą być. Nabyłam dwie, ale jakoś kiepsko pachną. Może mam wadliwy sort ;/
W ogóle planowałam kupić podkładkę sowę do kuchni i tego koguta. Przed 10 wylazłam od dentysty i nie było już czego zbierać. Nabyłam za to foremkę do jajek dla koleżanki.

Loccicośtam w Elle
Skusiłam się na magazyn Elle z dodatkiem miniaturki kremu do rąk Loccicośtam. Trochę jednak żal tej dychy, zwłaszcza, że w tym magazynie nie ma nic ciekawego. Wolę jednak Twój Styl, więcej do czytania, a cena mniej więcej ta sama. Krem czeka na swoją kolej :D

Wishlista
źródło zdjęć: |1| 2 | 3 | 4 |
Tak sobie pomyślałam, że dawno nie było wishlisty. Dziś więc taka skromna:
1. Przywiozłam sobie na stancję worek bokserski i chwała temu, kto to wynalazł. Próbowałam wyciszającej jogi i medytacji, ale po tym mnie jeszcze bardziej nosi. Wolę więc potłuc w worek i przydałyby mi się rękawice. Marzę o takich z Everlast.
2. Jak rękawice, to i owijki! Poluję albo na te z Everlast, albo Bad Girl.
3. Nie mogę żyć bez obiektywu, który musiałam oddać. Planuję zakup stałki Nikkora.
4. Już od roku szukam enduro, ale niestety, nie ma niczego godnego uwagi. Zależy mi, żeby kupić coś z lubelskiego, żeby się nie najeździć. Chciałabym też, żeby była to Aprilia, ale co wyjdzie, to kto wie...

A Wy jak żyjecie po męczącym tygodniu? :P

sobota, 24 stycznia 2015

Szukasz pracy? Uważaj!

Cześć!
Dzisiaj chciałabym Was ostrzec. Może ktoś z Was szuka pracy (albo ktoś z rodziny/znajomych etc), a niektórzy są tak zdesperowani poszukiwaniami, że mogą mieć wyłączoną czujność. Nie będę tu podawać żadnych nazw i nazwisk, żeby potem nie mieć problemów.
Jakiś czas temu wysłałam CV w odpowiedzi na ogłoszenie (tak dla picu właściwie). Dostałam maila zwrotnego, że firma jest zainteresowana współpracą (pierwsza dziwna rzecz - mail był pisany z opcją "do wielu", było tam kilka kontaktów). Wysłali umowę i warunki współpracy. Postanowiłam wpisać nazwę firmy i wyskoczył mi spory wątek na wizażu, więc zabrałam się za czytanie. Dziewczyny pisały o dziwnych rzeczach, m.in. robieniu przelewu na konto pracodawcy (niewielka kwota do potwierdzenia danych) i wysyłaniu skanu dowodu. Potem dostawały listy z banków z informacją o rzekomo założonych przez siebie kontach, a nawet zaciągniętych kredytach (których same nie brały!). Część osób zgłosiła sprawę policji, część powyrabiała nowe dowody, nałaziła się po bankach itd. Masa straconych nerwów i zastanawianie się, co dalej.
Naprawdę uważajcie i nie wysyłajcie żadnych swoich danych jeśli nie macie pewności, kto siedzi po drugiej stronie komputera. Sprawdzajcie wszystko, zastanówcie się dwa razy i nie wpłacajcie żadnych pieniędzy (nawet niewielkich kwot). Włączcie czujność, by uniknąć kłopotów i nerwów.

czwartek, 22 stycznia 2015

Hity blogosfery, które nie sprawdziły się u mnie

Cześć! :)
Tym razem mam dla Was kilka mini-recenzji produktów bardzo popularnych w blogosferze, które u mnie dość kiepsko się sprawdziły. Zapraszam do czytania :)

Suchy szampon Batiste
Sam pomysł z suchym szamponem jest dobry w sytuacjach awaryjnych albo jeśli chcemy uzyskać dużą objętość na wielkie wyjście. Byłam naprawdę mega zdziwiona, że są osoby, które zamiast umyć włosy, wolą je spryskać takim produktem. Niektóre nawet otwarcie mówiły o tym w filmikach czy pisały na blogu. Wychodzi więc na to, że po co myć włosy, lepiej spryskać je suchym szamponem. Za takie coś to ja dziękuję. Poza tym te wyczesywanie białego syfku z kłaków, zapach szamponu mieszający się z potem, eeee.... Nie.

Pasta Liście manuka Ziaja
Żałuję, że kupiłam ten produkt bez przeczytania chociaż jednego zdania na jego temat. Słowo "pasta" kojarzy mi się z czymś gładkim, a tu są jakieś kawałki startego kamienia czy czegoś. Wiem, że wiele osób uwielbia takie zdzieraki. No i super, ale ja tego unikam jak ognia. Po użyciu tego peelingu (bo nie jest to żadna pasta!) skóra jest ściągnięta i jakaś taka nieprzyjemna. Drobinek ciężko się pozbyć, nie raz miałam je w oku... Wiem, że sporo osób uwielbia ten produkt, ale ja do nich nie należę.

Krem mikrozłuszczający Liście manuka Ziaja
Na początku byłam z niego zadowolona, bo po jakimś czasie zauważyłam złuszczanie naskórka. Potem jednak okazało się, że ten krem mnie mega zapycha i musiałam go odstawić. Fajnie się zapowiadał, a teraz leży w szafce i nie wiem, co z nim zrobić.

Pomadka rumiankowa Alterra
Pisałam o niej niedawno w tej notce. Strasznie mnie wysuszyła i nie pomogła ani trochę.

Cień Color Tattoo Pernament taupe Maybelline
Ten cień kupiłam po fali pozytywnych recenzji na yt. Planowałam używać go do brwi, miał być taki idealny. Taki kolor mi nie pasuje, na powiekach też źle się z nim czuję. Przydał mi się jedynie do takiej charakteryzacji:

Gumki Invisibobble
Też miały zmienić moje życie, a są drogie (5 zeta za jedną...) i w sumie nie są takie super. Wiem, że wielu osobom przypadły do gustu, ale ja nie czuję różnicy między taką gumką, a zwykłą frotką bez metalowych łączeń. Gumka jak gumka...

Szczotka Tangle Teezer
O, to też miało zmienić moje życie. Miałam przed nią podróbkę szczotki Dtangler, ale postanowiłam nabyć oryginał. Pomijam to, że te zęby rozkraczyły się we wszystkich kierunkach. Ja w ogóle nie czuję różnicy między tą szczotką a zwykłą. Nie wiem, może jestem jakaś inna, ale TT ani trochę nie pomaga mi w rozczesywaniu splątań. Najbardziej nadaje się do przeczesania rozczesanych i gładkich włosów (takich idealnych). Używam jej, ale d... nie urywa.

Blogosfera nieco wyprała mi mózg, ale powoli wracam do normalności. Dajcie znać, czy mieliście coś z powyższych produktów i czy coś też się nie sprawdziło. Jestem mega ciekawa, czy jakieś hity blogosfery też Wam nie przypadły do gustu. Napiszcie koniecznie w komentarzu! :)

wtorek, 20 stycznia 2015

Mleczko do ciała America Spa Bielenda

Cześć :)
Dzisiaj mam dla Was recenzję mleczka do ciała firmy Bielenda. Dostałam je w prezencie i bardzo polubiłam.

Bielenda, America Spa, Nawilżające mleczko do ciała
Skład:
Aqua (Water),Ethylhexyl Cocoate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Ceteareth - 18, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Pistacia Vera (Pistachio) Seed Oil, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Euterpe Oleracea (Assai) Fruit Extract, Maltodextrin, Citric Acid, Ammonium Actyloyldimethyltaurate / VP Copolymer, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Ethylhexylglycerin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 19140 (Acid Yellow 23), CI 42090 (Acid Blue 9).

Pierwsze co mnie urzekło w tym mleczku to wygodne opakowanie z pompką oraz cudny zapach. Nie wiem, czym to pachnie, ale jest to świeży i przyjemny zapach. Mleczko ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Obawiałam się, że parafina będzie mnie oblepiać, ale na szczęście nic się takiego nie dzieje. Skóra po wsmarowaniu mleczka jest miękka i gładka. W moim przypadku produkty z parafiną lepiej się sprawdzają. Mam mega suchą skórę i tego typu produkty mnie ratują (zwłaszcza zimą). Jestem naprawdę zadowolona z tego mleczka i chętnie kupię kolejne opakowanie. Widziałam je w wielu drogeriach za ok. 10 zeta, więc cena niewielka. Polecam wypróbować :)

Macie, używacie? :)

niedziela, 18 stycznia 2015

Podsumowanie tygodnia (3): Wiosna, zmarszczki, konturówka

Cześć!
Jest niedziela, czas na podsumowanie tygodnia. Oto i one :D

Wiosna już przyszła (?)
kaczucha w garażu
Jakiś czas temu pod Lublinem widziałam stadko bocianów i mówcie co chcecie, ale dla mnie to ewidentna oznaka wiosny. Tak, wiem, że bociany mogły nie odlecieć, ale odsuwam ten fakt i o tym nie myślę :P Pod koniec tygodnia widziałam i słyszałam motocyklistów (mówię na nich przebiśniegi :P), więc może zima już nie wróci? Pogoda za oknem piękna, nawet na blogach już powoli króluje wiosna. Popatrzcie tylko na energetyczny makijaż Julii:
Źródło
Makijaż jest absolutnie boski, a tutaj jest link do notki. Od razu robi się cieplej na sercu, więc mam nadzieję, że zima nie wróci :)

Zmarszczki precz!
Ostatnio zauważyłam pogłębiające się zmarszczki i postanowiłam działać. Tak, wiem, są większe problemy, a w sumie i tak wszyscy umrzemy. Ale w sumie fajnie sprawić sobie czasem trochę przyjemności, więc zainteresowałam się tematem masażu twarzy. Kojarzyłam, że Azjatycki Cukier ma coś w tym stylu na kanale, więc obejrzałam ponownie te filmiki i się masuję. Ciekawe, czy to da jakieś efekty :D

Wkręceni i pianinko
Źródło
W tym tygodniu udało mi się obejrzeć polską komedię "Wkręceni". Już wcześniej planowałam seans, ale dopiero teraz się zmobilizowałam. I nie żałuję, bo porządnie się uśmiałam. A i wątek miłosny był :D Dlatego przez ten tydzień katowałam tę piosenkę (i w oryginale, i jako cover :P):

Mam rozświetlacz!
W pierwszym podsumowaniu pisałam Wam, że chciałabym zdobyć to oto cudo. I mam :) Pierwsze wrażenie możecie zobaczyć tutaj.

Konturówka z Essence
W tym tygodniu zapragnęłam nakupować sobie konturówek. Na liście miałam produkty z Essence, ale po wejściu do Natury okazało się, że wybór jest dość ograniczony. Skusiłam się na 06 Satin Mauve oraz 13 Transparent. Jestem co prawda w trakcie testów, ale konturówki są całkiem spoko. Poniżej próbka na ręce - kolor Satin mauve:

Szczota z Biedry
Tak, wiem, że nic nie równa się z drogimi szczotkami sonicznymi i innymi cudami, ale ja się o tym pewnie nigdy nie przekonam. Mam sobie szczotkę z Biedry i jestem zadowolona, zwłaszcza ze szczotko-nakładki. Dobrze oczyszcza skórę, ale jednocześnie jest delikatna i nie powoduje u mnie podrażnień. Przynajmniej mam czysty nochal. O szczocie pisałam tutaj.

Taśma z Lidla
Będąc w Lidlu, złapałam taką taśmę do ćwiczeń. Chciałam już wcześniej kupić coś podobnego no i w końcu mam. Jeszcze jej nie testowałam, ale jak ktoś z Was ma takie coś to niech mi napisze jak się sprawuje :D

I to tyle w tym temacie. Jak tam Wasz tydzień, jak żyjecie? :)

sobota, 17 stycznia 2015

Jak kupować w lumpeksie?

Hejo!
Ostatnio bardzo często słyszę od znajomych, że nie mają pojęcia, jak ja to robię, że znajduję w lumpeksie/szmateksie/ciuchu/tanim armanim takie perełki. Słyszę też od ludzi, że w sh nic nie ma. To oczywiście nieprawda, bo w lumpach jest wszystko: począwszy od ciuchów, butów i dodatków, skończywszy na książkach, kosmetykach i innych dziwnych rzeczach. Poniżej kilka rad lumpeksowej wyjadaczki, by lepiej ogarnąć temat! :)

Po pierwsze czas
To jest żelazna zasada grzebania w lumpkach! Rzadko się zdarza, że znajdę coś w ciągu pięciu minut. A jak już coś znajdę, to zazwyczaj nie zdążę tego dokładnie obejrzeć i potem mam portki z zepsutym zamkiem albo plamą nie do sprania. Zagospodaruj sobie trochę czasu z uwzględnieniem tego, że wybrane ciuchy trzeba będzie dokładnie przejrzeć.

Bez planu
Nigdy nie planuj, co chcesz konkretnie kupić, bo się rozczarujesz. Nie zakładaj więc, że idziesz po spodnie w różowo-miętowe kwiatki, bo na bank tego nie znajdziesz. Lepiej już iść z założeniem, że się idzie po nic. Wtedy są najlepsze łowy :P

Dokładne oglądanie 
Oglądanie ubrań w sh na wyrywki jest bez sensu. Najlepiej zacząć od ciuchów na wieszakach i oglądać wszystko od początku i po kolei. Tylko wtedy można znaleźć coś godnego uwagi. Potem jeżeli wystarczy czasu, warto pogrzebać w koszach z torebkami, szalikami (zawsze wychodzę z lumpka z arafatką :D), z bielizną (czasem ludzie wrzucają tam inne rzeczy i pomiędzy szarymi stanikami można wygrzebać fajną kieckę), z rzeczami za 1 zł (o rany, ile ja fajnych rzeczy tam znajduję! :P).

kapcie pingwiny za dychę

Wszystko do koszyka
Do koszyka wrzucaj wszystko, co Ci się podoba. Potem jak się po coś wrócisz, to może tego nie być. I tak część ubrań odpadnie podczas selekcji. A, i nie noś w ręku koszyka, suwaj go sobie nogą po podłodze :) Nie ma co się przeciążać.

za komplet 5 motków takiej włóczki zapłaciłam ok. 13 zł.

Mierzenie
Zawsze jak idę do lumpeksu, zabieram ze sobą centymetr. Co prawda w niektórych sh są miarki (zazwyczaj umieszczane na brzegach koszy), ale jednak co moje to moje. Rzadko się zdarza, żeby była przymierzalnia, w większości sklepów są tylko lustra. O ile z przymierzeniem kurtki czy bluzy nie ma problemu, to ze spodniami bywa gorzej. Fajnym patentem na mierzenie spodni jest pójście do lumpka w szerokiej i długiej spódnicy, wtedy bez problemu można mierzyć portki. A jak nie, to zawsze zostaje centymetr krawiecki ;)

tiulowa spódniczka za kilka złotych

Selekcja
Znajdź trochę miejsca i na spokojnie przejrzyj ciuchy. To co możesz to zarzuć na siebie lub zmierz centymetrem, posprawdzaj, czy nie ma plam, przetarć, dziur i innych zniszczeń. Rzadko kupuję jakieś ubranie z plamami, ryzykuję tylko wtedy, gdy rzecz jest naprawdę tania. Odrzucam wszystko, co jest dziurawe, porozciągane i podejrzanie wygląda. Nie warto tego kupować, skoro jest wadliwe i ma tylko leżeć na dnie szafy.

Moje doświadczenia i czego nie polecam
Chyba najbardziej nie opłaca się iść do lumpka po południu w dniu "wszystko za 1 zł", bo wszystko jest tak przebrane, że nie ma co zbierać. Kiedy jest nowy towar, wszystko -50% czy za 1 zł (czyli właściwie przez cały tydzień) to jest jedna wielka bitwa na ubrania. To wejście do lumpka na zdjęciu powyżej zawsze tak wygląda i zawsze jest tam kolejka, a jak chcę wejść do Biedry, to baby myślą, że chcę je wykiwać i wepchnąć się na początek kolejki. Swoją drogą tego lumpeksu Wam nie polecam (to jest ul. Wieniawska w Lbn) - jest tam okropnie drogo (bluzki po 30 zł... błagam...), ludzie się tam biją (kilka razy oberwałam koszykiem w głowę i wieszakiem w żebra) i wyrywają sobie ubrania (kiedyś baba mi wyrwała bodajże piżamkę... wtf?). Serio, nie warto się bić o ciuchy! Jak mi ktoś coś wyrywa to niech se bierze, ja się tak nie poniżam za metki sieciówek :D

Warto czy nie warto?
Nie wiem dlaczego bardzo wielu ludzi sądzi, że w sh kupują tylko biedni i to przypał chodzić w używanych ubraniach. Na szczęście to się zmienia. W lumpku fajne jest to, że można kupić coś unikalnego i nie będą miały tego nasze koleżanki. Można wygrzebać prawdziwe perełki z dobrych tkanin, coś nowego z metką, po prostu coś ciekawego. Ja bardzo lubię kupować używane spodnie za np. 5 zeta, bo niszczą się tak samo jak te z sieciówek za 150 zł. W zeszłym roku udało mi się nabyć kapcie-pingwiny z metką za dychę, a kiedyś kupiłam sobie album ze zdjęciami z filmu "Titanic" (mega wydanie i to za 5 zeta!). Mam stamtąd kilka fajnych ciuchów i myślę, że warto zajść do lumpka się rozejrzeć. A nóż widelec coś upolujecie :P

Lubicie lumpki? Znaleźliście coś naprawdę git? :D

piątek, 16 stycznia 2015

Wibo Eclat de luxe

Hej!
Nie planowałam co prawda tego posta, ale pomyślałam, że pokażę Wam nowy rozświetlacz firmy Wibo. Pisałam Wam w podsumowaniu tygodnia, że czaję się na niego i wczoraj w końcu go nabyłam. Kosztował 22 złote.
 Tak wygląda na ręku. Napryskałam nieco więcej, żeby był widoczny :)

Przyznam szczerze, że głównie zależało mi na tej pięknej buteleczce, która wygląda jak ekskluzywne perfumy. Takie opakowanie kojarzy mi się z dzieciństwem i perfumami mojej mamy. Myślałam, że rozświetlacz będzie miał formę płynu, a on jest zupełnie suchy. Bez problemu można go rozpylić na większe lub mniejsze fragmenty skóry, rozpylacz działa bez zarzutu. Bardzo mi się podoba srebrny kolor produktu oraz delikatne drobinki, które pięknie się mienią. Jestem mega zadowolona z zakupu :)

Czy ktoś się na niego skusił? :)

czwartek, 15 stycznia 2015

L'Occitane Immortelle Precious Cream

Cześć!
Na moim blogu rzadko można przeczytać recenzje droższych produktów, bo najzwyczajniej w świecie nie są na moją kieszeń. Czasem jednak dzięki M. mogę potestować coś z wyższej półki. Tym razem napiszę Wam co nieco o kremie do twarzy, który skradł moje serce.

L'Occitane Immortelle Precious Cream
Skład (ze strony paulaschoice.com):
Water, Glycerin, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetyl Alcohol, Cetyl Palmitate, Neopentyl Glycol Diethylhexanoate, Dimethicone, Methyl Glucose Sesquistearate, PEG-20 Methyl Glucose Sesquistearate, Helichrysum Italicum Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Palmitic Acid, Stearic Acid, Tocopherol, Ethylhexylglycerin, Sucrose Palmitate, Hydrogenated Coco-Glycerides, Glyceryl Linoleate, Tocopheryl Acetate, Fragrance, Phenoxyethanol, Polyacrylamide, Octyldodecanol, Chlorphenesin, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Tetrasodium EDTA, Sodium Glycolate, Trisodium NTA, Sodium Benziate, Sodium Formate, Potassium Sorbate, Hexyl Cinnmal, Benzyl Salicylate, Alpha-Methyl Ionone, Linalool, Limonene, CitralM

Do dyspozycji miałam miniaturkę 15 ml, a z tego, co widziałam w internecie, pełnowymiarowe opakowanie ma 50 ml i kosztuje ok. 250 zł. Prawdopodobnie nigdy go nie kupię (chyba, że będę zarabiać kokosy), chociaż bardzo się polubiłam z tym kremem. 
Produkt stosowałam tylko na noc i zawsze rano miałam niesamowicie gładką skórę, po prostu bajka :) Dobrze działał na cerę i miał działanie jakby matujące. Co prawda tego nie szukam w kremach, bo po takich specyfikach skóra wydziela jeszcze więcej sebum i robi się problem. Na szczęście w przypadku tego produktu nic takiego nie ma miejsca. Krem jako jeden z nielicznych naprawdę nawilża i do tego nie zapycha. Cieszę się, że mogłam się nim nacieszyć :D

Macie, używacie? A może znacie dobry krem, który serio nawilża i jest godny polecenia? :)

wtorek, 13 stycznia 2015

Eveline Volumix Fiberlast Volume Lift Separation Mascara

Cześć!
Zapraszam na recenzję tuszu, który kiedyś podbił moje serce, dlatego do niego wróciłam. Czy była to dobra decyzja? O tym niżej :)

Eveline Cosmetics, Volumix Fiberlast, Full Volume Lift-up Separation Mascara
 Po lewej stronie rzęsy pomalowane tuszem Eveline, po prawej - rzęsy bez żadnego tuszu:

Pierwszy raz na ten tusz skusiłam się w Biedronce jakieś półtora, dwa lata temu. Były do wyboru dwa rodzaje - złoty oraz srebrny i z mamą wybrałyśmy złotą wersję. Wtedy produkt kosztował 10 złotych. Obie byłyśmy zadowolone z efektu - rzęsy były wydłużone i sięgały brwi, nie były sklejone, a tusz utrzymywał się przez cały dzień. Dlatego podczas zakupów w Rossmannie ponownie skusiłam się na ten produkt, kosztował ok. 15 złotych.
Niestety, zawiodłam się totalnie. Szczoteczka nabiera zbyt dużo tuszu, nie rozdziela rzęs, które od nadmiaru produktu są sklejone. Wydłużenie też nie jest takie, jak wcześniej, efekt w ogóle mi się nie podoba. Myślałam, że może po jakimś czasie tusz "dojdzie" do siebie i lepiej będzie mi się z nim pracowało, ale to się niestety nie stało. Szczoteczka ma jakby dwie części, jedną do dolnych, a drugą do górnych rzęs. Przez to, że nabiera zbyt dużo produktu, musiałam używać tej do dolnych. W pewnym momencie tusz zaczął mnie podrażniać i jak na razie poszedł w odstawkę. Nie wiem, czy tam coś pozmieniali w składzie, czy trafił mi się felerny egzemplarz czy co, w każdym razie już więcej do niego nie wrócę.

Czy komuś wpadł w ręce ten tusz? Jak się sprawdził? :)

niedziela, 11 stycznia 2015

Podsumowanie tygodnia (2): Tablet, stypa i teatralne brwi

Cześć! :D
Mam dziś dla Was kolejne podsumowanie tygodnia. Będzie m.in. o filmie, głupiej gierce na tablet i teatralnych brwiach. Zapraszam do czytania! :)

Dziewczyna z lilią
Przyznam szczerze, że rzadko oglądam filmy. Po prostu nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu, zawsze coś tam jeszcze dodatkowo robię (chyba, że jestem w kinie, to wtedy siedzę na 4 literach spokojnie). W tym tygodniu udało mi się (w końcu!) obejrzeć film "Dziewczyna z lilią". Dzieło zostało oparte na jednej z moich ulubionych powieści Borisa Viana "Piana dni" (lub "Piana złudzeń", zależnie od tłumaczenia). Pierwszy raz z tym utworem miałam styczność na studiach, kiedy jednak z naszych wykładowczyń wspomniała o tym na zajęciach z literatury. Skusiło mnie to, że jest to dzieło nieco surrealistyczne, stąd sięgnęłam po książkę ;)
Przyznam się szczerze, że nie byłam do końca przekonana, żeby to obejrzeć. Po prostu nie mogłam sobie wyobrazić Audrey Tautou w roli Chloe. Na szczęście zostałam pozytywnie zaskoczona :) Nie będę Wam tu się rozpisywać na temat tego filmu, ale zachęcam, by go zobaczyć (ale najpierw przeczytajcie książkę!). Pewnie patrząc na plakat pomyślicie, że to jakieś romansidło. No, poniekąd - Chloe wychodzi za Colina, a potem zapada na poważną chorobę, w jej płucu rośnie lilia. Jest więc miłość i choroba, ale bez zbędnego przesadyzmu. Ale to nie jedyna tragedia w tym filmie. Chick, zafascynowany dziełami Partre'a, też zaczyna niszczyć życie ludziom wokół. Ogólnie rzecz ujmując, film mi się mega podobał!

Żegnaj, Nikkorku!
W tym tygodniu musiałam pożegnać pożyczony obiektyw. Ból nie do opisania, chociaż było wiadomo, że nadejdzie czas rozstania. Naprawdę mega mi się pracowało na tej stałce i nie wiem, jak tu radzić sobie bez niego. Wrócę do manualnego Zenita ;/ Stypa z okazji pożegnania obiektywu już się odbyła. Wylałam morze łez.

Żużlowa tęsknota
Do rozpoczęcia sezonu jeszcze tyleeee czasuuu! :( Tak bym chciała pójść na stadion i podrzeć mordę. Dobrze, że KMŻ zaczął kontraktować nowych zawodników! :)

Tablet wraca do łask
Przypomniało mi się, że mam tablet i mogę na nim czytać (ale odkrycie... :D). Od kilku lat używam urządzenia GoClever T76GPSTV i jestem naprawdę zadowolona. Oczywiście czytanie swoją drogą, bo przeuwielbiam gierkę Pou (a najbardziej te gierki w środku). Przypomina to nieco Tamagotchi (kto pamięta? :D). Co prawda rzadko w to gram, ale się zdarza :P
To ta gierka w środku - Pou Popper :D

Wszyscy z jednego śmietnika
Karolina Zientek poruszyła temat, o którym miałam pisać na blogu. Powiem Wam, że youtube i blogi wyprały mi mózg, ale na szczęście w porę się opamiętałam. Mnie osobiście najbardziej przerażają teatralne brwi. Non stop słyszę zdanie powtarzane jak mantra: "brwi to oprawa oczu, brwi to oprawa oczu...". No dobrze, lekkie podkreślenie brwi jest jak najbardziej ok. Ale to wyrysowywanie od linijki to po prostu kuriozum (teatralne brwi do teatru!). Ostatnio u jednej z blogerek oglądałam piękny makijaż, ale brwi popsuły wszystko. Na zbliżeniu było widać, że skóra jest pomalowana jakimś rudym cieniem, chociaż brwi były brązowe (i dosyć gęste!). Ja sama mam gęste brwi, a cuda niewidy z nimi robiłam. Dobrze, że opchnęłam paletki do brwi i już nie robię z siebie klauna. Pomijam makijaż, brwi i modelowanie twarzy, ale jak wychodzę na ulicę, to mam wrażenie, że wszyscy ubierają się w jednym śmietniku (mówimy tak z kolegą na sklepy), na jedno kopyto. Zero polotu ;/
A co do brwi, jedyne, czego potrzebuję i szukam w sklepach to wosku, ale jak już jakiś jest to w zestawie. Może macie coś godnego polecenia?

Magia u Ewy
Jestem oczarowana nowym intro u Red Lipstick Monster! W ogóle cały filmik jest przyjemny w odbiorze, wyczuwam taką pozytywną energię i w ogóle, no magia! Zapragnęłam też tej szminki z MAC, ale cena jest zaporowa. Chyba skuszę się na zamiennik z Golden Rose :)

Świece z Biedronki
Miałam o nich pisać w ulubieńcach niekosmetycznych, ale już sobie to odpuszczę. Chcę Wam polecić świece w szkle z Biedry. Są warte uwagi - kosztują niecałe 5 zeta, ładnie się prezentują i wypełniają zapachem całe pomieszczenie. Co prawda po zgaszeniu już tak ładnie nie pachnie, ale za takie pieniądze mogę to wybaczyć. Zapachy nie są mdłe, a i palą się długo :)

A jak tam Wam minął tydzień? :P

sobota, 10 stycznia 2015

Sprzedaż na OLX



Hej!
Zapraszam Was dzisiaj na luźny post dotyczący sprzedaży na portalu ogłoszeniowym OLX.pl Kiedyś miałam trochę obaw związanych z taką sprzedażą - bałam się, że tego nie ogarnę :D A tu proszę, udało mi się sprzedać kilka rzeczy. Ktoś kupił coś, czego potrzebował, a ja mam więcej miejsca i pieniążek w portfelu. 

Wystawienie ogłoszenia
Portal olx jest całkowicie darmowy - chyba, że chcemy wyróżnić nasze ogłoszenie. Ja nie korzystałam z takiej opcji, a i tak udało mi się coś sprzedać. Żeby wystawić przedmiot, nie trzeba mieć konta w serwisie, chociaż to akurat bardzo wszystko ułatwia. Formularz jest bardzo prosty, wystarczy wpisać nazwę przedmiotu, wybrać kategorię, dodać opis, cenę (chyba, że chcemy się wymienić lub oddać za darmo) i podać kontakt do siebie. Wystarczy numer telefonu. Ja dodatkowo zaznaczam w ogłoszeniu, że odpowiadam na smsy. Bardziej nieśmiali wolą pisać i jest to dla nich spore ułatwienie ;)
Co wystawiać? Wszystko! Ludzie nie tylko sprzedają tam samochody i telefony. Ja wystawiam wszystko, co nie jest mi potrzebne, a zawala przestrzeń. Nawet jak nie jesteście pewni, czy dana rzecz się sprzeda, to chociaż warto spróbować ją wystawić. A nóż widelec się uda :) Ja sprzedałam nawet używane szminki, także wiecie... A jak macie coś zupełnie niepotrzebnego, a chcecie komuś pomóc, można to oczywiście wystawić z opcją oddam za darmo. Tylko nie piszcie wtedy, że chcecie w zamian jajko z niespodzianką, bo Wam zablokują ogłoszenie :D Jak za darmo, to za darmo.

Opis i zdjęcia
Opis przedmiotu jest niezbędny do wystawienia ogłoszenia. Najlepiej napisać zwięźle i na temat - większości nie chce się czytać długich wywodów. Jak ktoś będzie zainteresowany, to się odezwie i o wszystko wypyta. Jak coś wystawiam, to krótko piszę, co to jest, czy jest zniszczone, czy ma jakieś wady, jaka jest data ważności, czy podaję dane techniczne lub wymiary. Jeżeli wystawiam zestaw kilku rzeczy, to wstawiam listę z konkretnymi rzeczami.
Zdjęcia nie są konieczne, ale warto je dodać. Chodzi tutaj oczywiście o zdjęcia wykonane przez nas, a nie katalogowe producenta (bo to nie przejdzie). Nie trzeba mega sprzętu, można je zrobić telefonem. Nie ma też co bawić się w finezyjnego fotografa - zdjęcie ma po prostu przedstawiać dany produkt, najlepiej z kilku stron, z przodu, z tyłu, z pudełkiem, akcesoriami. Poniżej kolaż zdjęć, które ostatnio umieściłam na olx (każde było oddzielnie wstawione oczywiście :P).

Cena
Najlepiej zorientować się, za ile można przedmiot opchnąć. Ja zazwyczaj nieco zaniżam cenę, żeby szybciej danej rzeczy się pozbyć. Najszybciej sprzedałam tablet widoczny powyżej, poszedł w jakieś 2 godziny. Dość szybko sprzedałam też zestaw płyt z Chodakowską oraz zestawy używanych kosmetyków, które u mnie się nie sprawdziły. Najgorzej idzie mi z butami i torebkami (może przez cenę i to, że nie są to markowe rzeczy). Najszybciej można też sprzedać Ursusa i Władimirca (nie żartuję!) - oczywiście, jeśli cena jest atrakcyjna i jeśli są papiery.

Telefony w mojej głowie...
Trzeba się przygotować na to, że może ktoś do nas zadzwonić. Jeśli nie chcemy, żeby zainteresowani ogłoszeniem dzwonili np. w godzinach naszej pracy, warto to zaznaczyć w ogłoszeniu. Ja szczerze powiedziawszy nie cierpię wydzwaniania po nocy, bo i to się zdarza. Zainteresowani tabletem dzwonili jeszcze dłuuuugo po zdjęciu ogłoszenia ze strony i wypisywali mi wiadomości typu (pisownia oryginalna) "dobrywieczur proszę odebrać, tablet aktualny?". Do telefonu nikt nie jest przyklejony i jak sprzedający nie ma czasu, to nie będzie odbierać. Zawsze można napisać smsa lub wiadomość w serwisie. Chociaż oczywiście przez telefon jest szybciej :D

Sprzedaż i wysyłka
To może wyda się Wam logiczne, ale mimo wszystko warto to sobie zanotować w głowie - nigdy nie wysyłajcie niczego, jeśli nie macie zaksięgowanych pieniędzy na koncie (przy wpłatach na konto oczywiście). Nie tak dawno czytałam na lublin112, że kilka osób zostało oszukanych. Kupujący pokazywał sfałszowane dowody wpłaty, a sprzedający wysyłał towar. Nieważne, że komuś się spieszy, że coś tam, że nie zdąży - poczekajcie, aż pieniążek pojawi się na koncie. Co prawda częściej spotykam się z wysyłką pobraniową, ale czasem wpłaty na konto też się zdarzają. W moim przypadku najczęściej kupujący odbiera towar osobiście, albo prosi właśnie o wysyłkę pobraniową. Ta opcja jest nieco droższa od zwykłej paczki i znów przytoczę tu przykład tabletu. Paczka ważyła niecały kilogram, wybrałam opcję Paczka24 i pobranie na konto - zapłaciłam 19.05 zł. Mogłam wziąć opcję "ostrożnie", ale to kosztowało ok. 8 złotych. Jak komuś coś wyślę, to wysyłam wiadomość z numerem przesyłki oraz kwotą, ile wyszło za paczkę. 
Jak z kimś się umawiam, to piszę w wiadomości, w co jestem ubrana i jakoś się rozpoznajemy :) To chyba najlepsza opcja, bo najszybsza. Umawiam się zawsze w centrum, obok jakiegoś charakterystycznego budynku i tam, gdzie jest dużo ludzi. A czasami zabieram kogoś ze sobą, tak na wszelki :D

Co mnie osobiście wnerwia?
Ostatnio wystawiłam zestaw kosmetyków za darmo i umówiłam się z jakąś kobietą na odbiór. Stałam na mrozie, a panienka nie raczyła się odezwać i napisać, że nie przyjdzie. Ludzie, kurde, bądźmy poważni! To samo było z inną panienką, która też nie raczyła się odezwać, że rezygnuje. Naprawdę tak ciężko wysłać wiadomość?
Inna sprawa to wydzwanianie o dziwnych porach. Ja wieczorem wyciszam telefon, bo nigdy nie wiem, czy kogoś nie najdzie nagła ochota na buty z mojego ogłoszenia. Poza tym ludzie potrafią być bardzo nachalni i dzwonią kilka razy pod rząd. Toć to można oszaleć! Jak ktoś nie odbiera, to się dzwoni potem. 
Ogólnie rzecz ujmując, nie miałam (jeszcze) żadnych nieprzyjemności. Wnerwia mnie sam olx, który blokuje mi ogłoszenia za darmo, a w uzasadnieniu mi piszą, że "cena wprowadza w błąd". Muszę wtedy pisać do nich, żeby mi odblokowali, a zanim to zrobią to mija trochę czasu.

Sprzedajecie coś na olx (czy innych serwisach)? Jak Wam idzie? :D

czwartek, 8 stycznia 2015

Dwa buble z Alterry

Cześć! :)
Na dzisiaj planowałam zupełnie inny post. Chciałam pokazać Wam tusz do rzęs, jednak moje oko się zbuntowało :( Dlatego napiszę o dwóch bublach z Alterry. U mnie się nie sprawdziły, jednak pamiętajcie, że u Was może to być KWC :)

Alterra, Deo-Balsam, Balsam dezodorujący Melisa i szałwia
Alterra, Kamille Lippenpflege, Balsam do ust z ekstraktem z rumianku

Zacznijmy od dezodorantu. Kupiłam go za 6 złotych, bardzo skusił mnie skład. W moim przypadku podrażnia mnie większość dezodorantów, toteż zawsze przeglądam składy. Produkt z Alterry ma w sobie naturalne składniki, niewiele kosztuje i do tego ładnie pachnie - tak świeżo i cytrusowo. Niestety, mam wrażenie, że w ogóle nie chroni przed potem, a nawet potęguje problem. Nie mam kłopotów z nadpotliwością - przynajmniej wtedy, gdy nie używam tego produktu. Cóż, nie jest to produkt dla mnie, będę musiała poszukać czegoś innego.

Pomadkę z kolei kupiłam już jakiś czas temu, skuszona rewelacyjnymi opiniami w internecie. Początkowo miałam używać jej jako odżywki do rzęs. Dałam sobie jednak z tym spokój kiedy tylko zauważyłam, że moje oczy łzawią po nałożeniu produktu na rzęsy (moje oczy często łzawią, przy innych odżywkach także). Pomadkę zaczęłam nakładać na usta i na początku byłam zachwycona, bo świetnie chroniła wargi. Niestety, nie poradziła sobie z popękanymi i wyschniętymi ustami w trakcie przeziębienia. W tym przypadku też miałam wrażenie, że jeszcze bardziej mi je wysusza. Dałam sobie z nią spokój i nabyłam pomadkę z peelingiem Sylveco, która zdecydowanie lepiej się sprawdza.
Skład pomadki (wizaz.pl)
Skład: Ricinus Communis Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Cera Alba, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Candelilla Cera, Palmitic Acid, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii, Olea Europaea Fruit Oil*, Tocopheryl Acetate, Aroma, Helianthus Annuus Seed Oil, Chamomilla Recutita Oil*, Daucus Carota Sativa Root Extract, Beta-Carotene, Tocopherol.
* z certyfikowanych upraw ekologicznych


Miałyście te produkty? Jak się sprawdzały? :)