wtorek, 30 czerwca 2015

Szampon połysku koloru czerwonego Isana

Cześć!
Ten dzień zaplanowałam sobie inaczej. Miałam nosić rzeczy do nowego mieszkania i skończyć przeprowadzkę, jednak ze względu na niesłowność właścicielki przeprowadzka zacznie się dopiero dzisiaj. Dlatego też postanowiłam napisać notkę, bo nie mam nic lepszego do roboty. Akurat resztki tego szamponu spoczęły właśnie w koszu na śmieci, więc napiszę Wam, dlaczego się nie sprawdził.

Isana Professional, Shampoo Farbglanz Rot, Szampon połysku koloru czerwonego
Na szampon skusiłam się w Rossmannie za 7.59 zł (w promocji 4.99), więc cena jak najbardziej spoko. Spodobało mi się to, że ma w sobie czerwone pigmenty, więc pomyślałam, że a nóż widelec może będzie przedłużał trwałość koloru. Ale już z samej nazwy wynika, że to szampon do nadawania połysku. Niestety, ale w moim przypadku włosy po umyciu tym produktem były matowe, a nie lśniące. Producent zapewnia, że szampon można stosować nawet codziennie. W składzie jest SLES, który u mnie w codziennej pielęgnacji się nie sprawdza. Po użyciu szamponu kilka razy z rzędu włosy były trochę wysuszone i nie chciały się tak łatwo (według obietnic) rozczesywać. Kolor wypłukiwał się z włosów tak jak po użyciu normalnego szamponu i jak wspomniałam, połysku w ogóle nie było. Dobrze zmywał olej i to właściwie tyle dobrego (oprócz niskiej ceny).
Ja do tego gagatka już nie wrócę, wystarczy mi oczyszczający szampon z Barwy oraz BabyDream do codziennej pielęgnacji. W Rossmannie można jeszcze dostać szampony oraz odżywki do włosów brązowych oraz blond. Ja kupiłam koleżance zestaw do brązowych włosów i obawiam się, że może się nie sprawdzić :( [nie bij, chciałam dobrze XD]
Dajcie mi znać, czy mieliście szampon z tej serii i czy się sprawdził :)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Pianka Venita Jasna czerwień | efekty

Cześć!
Dzisiaj post na szybko. Przeprowadzam się i mam mega burdel bałagan w pokoju. Dziś i jutro trochę się nabiegam z pakunkami, torbami, mikrofalą etc. Dzisiaj rano postanowiłam na szybko zrobić włosy, bo zamiast czerwieni miałam już pomarańczkę. Colour restore deep red hair toner firmy Scott Cornwall trzymał się na włosach tydzień i wypłukał się właśnie do pomarańczowego. Dlatego chwyciłam za piankę Venita i ogarnęłam kudły. Pianka kosztuje ok. 10 złotych, można ją dostać w Naturach, Super Pharm i wielu innych drogeriach.
Venita, Trendy Color Mousse, Pianka koloryzująca, 34 Jasna czerwień
O piance Venita pisałam już w innym poście, ale wtedy miałam ciemne włosy, więc wychodził na nich tylko połysk. Wiedziałam, że na włosach rozjaśnianych kolor wyjdzie bardzo intensywny. I tak też się stało :)
Włosy przed koloryzacją. Niestety nie chciały mi się ułożyć, asystenta też nie było :D
 Włosy już po zmyciu pianki, jeszcze trochę wilgotne:
Z efektów jestem jak najbardziej zadowolona :) Pianka bardzo ładnie pachnie i nie niszczy włosów.
Co do trwałości dam Wam znać w osobnym poście. Lecę się pakować :D

Używaliście tej pianki? Jak u Was się sprawdza? :)

EDIT: link do drugiej części: Efekty + analiza składu

sobota, 27 czerwca 2015

Nauka języków obcych - moja metoda

Ahoj!
Jak to zwykle w sobotę bywa, dziś luźny post. Tytuł brzmi co prawda jakbym robiła jakąś rewolucję i odkryła nie wiadomo co, ale może komuś moja mało rewolucyjna metoda komuś się przyda :) Opowiem Wam, jak sama nauczyłam się języka czeskiego. Tak, jest to język słowiański i może wydaje się prosty (co dla niektórych śmieszny), jednak trzeba było włożyć w to trochę pracy. Chociaż w moim przypadku wystarczyło się trochę wkur... wnerwić.
Weźcie sobie tylko wiadro czegoś do picia, post będzie długi ;)


Naukę języka czeskiego zaczęłam po pierwszym roku studiów. Od kilkunastu lat uczyłam się angielskiego, w międzyczasie niemieckiego (nigdy nie potrafiłam go opanować, niestety), na studiach doszedł białoruski i rosyjski, pal licho francuski (że szersz un apartmą avek sal de bę, garaż e jardę, tyle umiem :O), łacinę i scs :D Wiedziałam, że od drugiego roku już będę mieć zajęcia z czeskiego i czekałam na to z niecierpliwością. Ale w owym czasie miałam chłopaka, który fascynował się językami i znał czeski. Miał kilka książek, więc po zdanej sesji pożyczyłam od niego podręcznik "Chcemy mówić po czesku" oraz jednojęzyczny słownik. I tak to sobie leżało u mnie w domu, aż nadszedł wielki dzień. Ileż można było słuchać tekstów, że jest się gorszym, bo nie zna się wszystkich języków świata... Chciałam udowodnić temu chłopakowi i przede wszystkim sobie, że jestem w stanie się nauczyć czeskiego. I że będę śmigać w tym języku.
Do podręcznika zakupiłam sobie jeszcze mini słownik oraz gramatykę, rozmówki znalazłam w domu. Zaczęłam powoli ogarniać podstawy, przeglądałam książkę, czytałam na głos, gadałam do mamuśki po czesku. Słuchałam trochę czeskiej muzyki, głównie Ewy Farnej (akurat jej piosenki po czesku podobają mi się bardziej), chociaż na mojej playliście znaleźli się też i inni wykonawcy (czeska muzyka to nie tylko Farna :D). Później drukowałam sobie ulubione teksty i tłumaczyłam je.
Założyłam sobie zeszyt, w którym wpisywałam nowe słówka, a przede wszystkim masę swoich przemyśleń. To było coś w rodzaju dziennika. Pisałam o jakichś duperelach, byleby trenować słownictwo. Gramatykę pojęłam dość szybko - zawsze jakoś opanowuję ją na czuja, a jak ktoś mi potem to tłumaczy to mi się wszystko gmatwa :( Oprócz pisania, gadałam do siebie (inteligentny rozmówca), non stop siedziałam ze słownikiem i podręcznikiem. Robiłam zadania, gadałam, pisałam, słuchałam i tak w kółko. W międzyczasie szukałam po internetach książek, materiałów, czegokolwiek. Czeski wciągnął mnie bez reszty.
Kiedy już mniej więcej trochę opanowałam podstawy, postanowiłam znaleźć jakiegoś Czecha do gadania (oczywiście mogła to być Czeszka, ale co poradzę, że sami faceci pisali). Nie wiedziałam, gdzie tego Czecha znaleźć, więc umieściłam ogłoszenie na czeskim portalu. W treści (po czesku) napisałam, że jestem studentką slawistyki, uwielbiam język czeski i potrzebuję pomocy w nauce. Oczywiście, odpisała banda napaleńców, zgłosił się nawet jakiś chłopaczek, bodajże z Afryki, i proponował małżeństwo (WTF?), ale z takimi to nawet nie gadałam. Wśród hordy dziwnych ludzi trafiłam na dwóch mężczyzn (trochę starsi byli ode mnie), którzy zaproponowali pomoc. I serio mi pomogli. Nie miałam wtedy szerokopasmowego internetu, tylko limitowanego Plusa (kilka lat temu to naprawdę były śmieszne limity), więc wymienialiśmy tylko i wyłącznie maile. Pisaliśmy o wszystkim, chłopaki poprawiali moje błędy (sporo tego było), tłumaczyli dlaczego jest tak a nie inaczej. Drukowałam sobie te maile i wszelkie załączniki (dostawałam różne ciekawe artykuły i takie tam różne). Oczywiście, że takie pisanie nie zastąpi prawdziwej rozmowy, ale nie miałam wyboru. I tak potem wyżyłam się na zajęciach ;) Zaczęłam też słuchać czeskiego radia (Český rozhlas 2) - może muzyka nie jest tam jakaś szczególna, ale zależało mi na wiadomościach i audycjach. Jak byłam w domu to radio potrafiło grać cały dzień non stop. Aż bolała mnie już głowa, a mózg parował od tego języka. Gdybym w tym momencie zaczynała się uczyć języka, postawiłabym też na filmiki na yt, bo to również świetna sprawa.
Czeski wciągnął mnie na maxa. Ciągle zamawiałam jakieś książki, materiały, drukowałam teksty z internetu. W nauce bardzo pomogły mi pozycje pana Dariusza Sieczkowskiego - słowniki, rozmówki (w tym świetne rozmówki dla niegrzecznych turystów). Słownik zazwyczaj tkwił w mojej torbie i nawet na ulicy potrafiłam sprawdzać jakieś słówka. W pewnym momencie zaczęłam niekiedy myśleć po czesku. Po miesiącu intensywnej nauki naprawdę śmigałam. Wtedy w moim życiu został mi już tylko język czeski.
Przy tak intensywnej nauce trudno było nie zainteresować się samymi Czechami, zaczęłam sporo czytać na temat tego kraju. Z całego serca polecam Wam książki Mariusza Szczygła, gdybyście mieli ochotę poczytać o Czechach - "Zrób sobie raj" oraz "Gottland". Jest jeszcze "Láska nebeská", ale niestety nie czytałam tej pozycji :(


Czechy mnie zafascynowały, tak jak język czeski. Planowałam wyjechać do Czech w ramach Erasmusa, niestety nie wyszło. Potem nawet myślałam o wyjeździe na zawsze, no ale wyszło co wyszło, czyli jak zwykle nic. W każdym razie język czeski stał się moją pasją, planowałam nawet pisać pracę licencjacką po czesku. Niestety, na mojej uczelni nie mogłam (nie miałabym promotora). Nie zniechęciło mnie to do dalszej nauki. Kiedy rozpoczął się rok akademicki, miałam indywidualny tok nauki z czeskiego. Moja grupa dopiero zaczynała poznawać ten język, a ja już sporo umiałam i nie chciałam się cofać. Postanowiłam zacząć czytać czeską literaturę w oryginale. Pierwszą książką, jaką połknęłam była "R.U.R." Karel Čapka. Nie była aż taka trudna i bardzo mi się spodobała :)


Miałam sporo czeskich książek, klasyka literatury jest dostępna w internecie za darmo, więc nie było problemów żeby sobie poczytać. Czytanie w oryginale to też świetna sprawa - można dalej uczyć się języka, a przy okazji poznać klasykę. Same plusy :) Oczywiście można zacząć od książek dla dzieci i romansideł pisanych prostym językiem. Ważne, by to było w oryginale :)
Niestety, nic nie napiszę Wam o aplikacjach pomocnych w nauce, bo nie korzystałam z takich rzeczy. Jedynie teraz wgrałam sobie czeskie radio na tablet, więc mogę znowu słuchać audycji non stop :D
Ogólnie naprawdę mega szybko ogarnęłam czeski. Sama byłam zaskoczona, ale może to wszystko dlatego, że tak mi się spodobał. Nie wiem dlaczego ludzie twierdzą, że to taki śmieszny język... Wystarczy, że przeczytają w internecie, że wiewiórka to "drevny kocur", a parasolka - "szmaticzku na paticzku" (WTF?). Szkoda, że te osoby nawet nie zadają sobie trudu sprawdzenia tych informacji. Nie mam pojęcia, kto wymyśla takie gnioty. Wiadomo, w każdym języku jakieś kwiatki się znajdą, ale mnie jakoś czeski nie śmieszy :) Wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba.

Jak widzicie, żadnej filozofii w mojej metodzie nie ma. Po prostu przysiadłam i z pomocą książek oraz materiałów nauczyłam się języka. Teraz jestem na etapie odświeżania wiedzy, bo niestety nie miałam styczności z tym językiem przez dłuższy czas. Dlatego oglądam yt i dużo czytam. A jeżeli macie trochę czasu, polecam Wam naukę jakiegoś języka. Nieważne, ile macie lat - w każdym wieku warto się rozwijać! Poza tym w dobie komputerów, tabletów, smartfonów i smartzegarków trzeba ćwiczyć pamięć, bo inaczej będzie dziurawa jak sito. A ile satysfakcji daje fakt, że samemu się opanowało chociażby podstawy obcego języka :)

Kto dotrwał do końca? :D
Dajcie znać, jakich języków się uczycie/uczyliście i jakie są Wasze metody! :)

piątek, 26 czerwca 2015

Puder 2skin mat Bell

Hej!
O przyzwoitym pudrze BeBeauty już było, tym razem czas na mojego ulubieńca z Bell. Może nie jest to puder tak fenomenalny jak Stay Matte z Rimmela, ale jednak daje radę :)

Bell, 2skin Pocket Powder Mat, Matujący puder prasowany, Transparent 041
Puder kupuję w Biedronce za 12.99 zł i jest to mój kolejny egzemplarz. Może opakowanie nie wygląda zachęcająco, ale nie to jest najważniejsze :P (chociaż w dzisiejszych czasach to chyba złe stwierdzenie). W każdym razie i tak najbardziej cieszy mnie lusterko. Od kiedy noszę kosmetyczkę w torebce, wybieram właśnie pudry z lusterkami by nie mieć za dużo rzeczy przy sobie. Do produktu jest dołączona gąbeczka, jak dla mnie zupełnie nieprzydatna, bo do aplikacji pudru używam dużego pędzla Hakuro.
Produkt ma jasny kolor i idealnie dopasowuje się do skóry, nie ciemnieje. Daje matowe wykończenie i nie wysusza skóry. Co prawda mat nie zostaje na wieki wieków, ja zawsze co 2-3 godziny muszę przypudrować ponownie strefę T. Na pozostałych częściach twarzy trzyma się o wiele dłużej.
Jak już wspomniałam, ten puder to mój ulubieniec. Fajnie, że jest łatwo dostępny (można go kupić nie tylko w Biedronce, ale i w innych drogeriach) i niedrogi. A co najważniejsze - dobrze się sprawuje :)

Macie, używacie? :)

środa, 24 czerwca 2015

Niebieska kredka do oczu Smart Girls Get More

Cześć!
Uwielbiam niebieskie kredki do oczu, bardzo ładnie podbijają kolor mojej tęczówki. Dlatego postanowiłam powiększyć moją niewielką kolekcję kredek o nowość z Drogerii Natura.

Smart Girls Get More, Eye Pencil, Kredka do oczu, 04 Blue

Już od jakiegoś czasu szukałam kredki w takim kolorze. W swojej skromnej kolekcji posiadam jeszcze dwie kredki: z Avonu (Twilight Sparkle) oraz z NYXa (Cobalt). Ta pierwsza jest nieco za ciemna, a drugą trochę kiepsko mi się operuje, zwłaszcza kiedy mi się spieszy. Kredka ze Smart Girls Get More skusiła mnie kolorem, no i ceną - 4.99 zł (a kupiłam ją na promocji -40%, więc już w ogóle git majonez).
Trochę się obawiałam, że nie będzie to trwały produkt (ja się o to zawsze obawiam :D). Ale kredka od rana do wieczora tkwi nietknięta na powiekach i nic się z nią nie dzieje. Producent na swojej stronie pisze, że jest to "cudownie miękka kredka", ale ja nie powiedziałabym, że jest aż tak miękka. Na szczęście nie jest też tak twarda jak kredka z Paese ze słynnego filmiku o smoky eyes. Krzywdy więc sobie nią nie zrobimy :)
Jestem bardzo zadowolona z zakupu. Dobry produkt w dobrej cenie, polecam wypróbować :)

Próbowaliście już czegoś z tej firmy? Jak wrażenia? :D

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Podsumowanie tygodnia (7): Żużel, nowe lakiery, Sound'n'Grace

Hej!
Ten post miał się pojawić wczoraj, ale świętowaliśmy zwycięstwo naszej żużlowej drużyny. Wiadomix, jak to jest :D Trzeba też było chwilowo zapomnieć o problemach - czyli braku mieszkania i zepsutym aucie. Jedyna dobra wiadomość to taka, że będę mieć nowy komputer. Jakiś miesiąc temu zdarzył się drobny wypadek i laptop został zalany. Ubezpieczyciel stwierdził, że nie opłaca się sprzętu naprawiać i da nam talonik na nowy. I git majonez :)

Wygrana
Skoro już zaczęłam od żużla, to przy żużlu zostanę. Cóż, darcie japy na stadionie to moja wielka pasja :) Przyszło sporo ludzi, nasz sektor o dziwo też był pełen. Było bardzo fajnie, powydzierałam się i poprawił mi się nastrój. Szkoda, że w drugiej lidze jest tak mało meczy, ja bardzo cierpię z tego powodu :(
Rzadko coś nagrywam na stadionie, ale dziś wyjątkowo pokażę ostatni bieg i nasze śpiewy:

To ja przed meczem. Wciąż nie mogę przyzwyczaić się do nowych włosów:
A to nasze chłopaki:

Nowe lakiery do kolekcji
Tydzień temu pisałam o tym, że poszukuję lakieru Essence. W Naturach na pewno go nie ma. Jak zauważyłam, szafy Essence są pojedyncze, w ogóle jakoś mało produktów z tej firmy jest w ofercie. Dlatego skusiłam się na dwa nowe lakiery.
Sensique Samba 215 Copacabana - kupiłam go na promocji -40%, dałam niecałe 4 zeta. Bardzo podoba mi się ten kolor, taki trochę syrenkowy jest :D I bardzo ładnie opalizuje na fiolet.
BeBeauty Pure Air Nail Enamel - lakier z Biedry za piątaka. Kolor mi się spodobał, to wzięłam :D

Sound'n'Grace
Ostatnio nie było nic muzycznego, czas to zmienić :) Pamiętam, jak chór Sound'n'Grace pojawił się w Mam Talent. Byłam zachwycona ich występem! Kiedy pojawił się ich singiel "Dach", mało nie przewróciłam się z wrażenia. Czekałam na płytę i się doczekałam :) Lubię, jak śpiewa kilka osób, czuć wtedy taką energię :) Dlatego mega przyjemnie oglądało mi się kiedyś Bitwę na Głosy. A tu wybrane piosenki z płyty Sound'n'Grace "Atom":

Against The Current
Od kilkunastu dni chodzi za mną jeszcze piosenka "Brighter". Jak jej słucham, od razu czuję się lepiej :)

Cóż, i to tyle na dzisiaj :) Dajcie znać, jak minął Wasz tydzień :) Ja wciąż użeram się z remontem, końca nie widać. Ale już niedługo taki widok będziemy mieć na wyłączność:
 Pozdrawiam! :)

sobota, 20 czerwca 2015

Jak uzyskać intensywną czerwień na włosach?

Cześć!
W końcu udało mi się spełnić moje największe marzenie! Już od liceum marzyłam o czerwonych włosach - już wtedy pierwszy raz wysmarowałam się szamponetką dla czerwonego połysku. W międzyczasie miałam na głowie jeszcze kilka kolorów, jednak to czerwień była numerem jeden. Ostatnio próbowałam uzyskać wymarzony kolor, jednak liczyłam się z tym, że bez rozjaśniania nie dam rady.
Długo zastanawiałam się, czy rozjaśnić włosy. Grubo ponad półtora roku temu zrobiłam sobie krzywdę rozjaśniaczem, dlatego obawiałam się tego zabiegu. Męczyłam wszystkich wokół i jęczałam, że chcę czerwone włosy, że kupię rozjaśniacz, że w końcu się pofarbuję itd. Przeglądałam internet i szukałam odpowiedzi na moje pytania. Oczywiście, że mogłam iść do fryzjera, ale taka wizyta do dość spory wydatek, na który nie mogę sobie teraz pozwolić. Z internetu nie dowiedziałam się niczego konkretnego, więc postanowiłam zaryzykować. W szafce na wszelki wypadek i tak czekała pomarańczowa peruka.
Tydzień temu kupiłam 2 rozjaśniacze z Joanny do całych włosów:


Przez ostatni tydzień przygotowywałam się psychicznie do tego zabiegu. Jak już wspomniałam, przekopałam też internet, ale żadnych fachowych porad nie znalazłam (poza jedną - by nie rozjaśniać włosów na olej). Dlatego wymieszałam rozjaśniacz i wraz z pomocą partnera nałożyłam produkt na całe włosy. Wszystko robiłam zgodnie z instrukcją. Kiedy włosy zrobiły się jasne, zmyłam rozjaśniacz z włosów i przystąpiłam do nakładania czerwieni. Zrezygnowałam z farb z prostej przyczyny - nie chciałam kłaków dodatkowo męczyć, a poza tym tak czy siak czerwona farba mega szybko się wypłukuje (a z włosów rozjaśnianych to już w ogóle mega mega mega szybko). Czego więc użyłam? Ano resztki produktu Colour restore deep red hair toner Scott Cornwall. O tego:

Miałam jeszcze trochę odlewki od kochanej M., więc nałożyłam to na włosy na 20 minut. Trochę obawiałam się, co to wyjdzie i w ogóle czy wyjdzie. Ale efekt prawie zwalił mnie z nóg! Oto ja tuż po wszystkich zabiegach (włosy w świetle sztucznym, zdjęcie robione telefonem):
Serio, nie spodziewałam się takiego efektu! Ten produkt jest absolutnie GENIALNY, w dodatku włosy po nim są mega mięciutkie i gładkie. Aż chce się macać :)
Oto kłaczki dzisiaj w autku (zdjęcie z telefonu):

Tak prezentują się całe włosy. Trochę mi wylazł pomarańcz z jednej strony, ale kolor i tak będzie wyrównany (zdjęcie w słońcu, robione telefonem):
Nie żałuję, że rozjaśniłam włosy. Jak już wspominałam, i tak były już podniszczone intensywną pielęgnacją (jakkolwiek dziwnie to brzmi, ale niedługo o tym napiszę, więc dowiecie się o co konkretnie chodzi). Pogorszył się odrobinę stan końcówek, ale to tylko zmotywuje mnie do ścięcia.
Wiem, że teraz czeka mnie masa pracy, by taki kolor utrzymać, ale jestem w stanie się poświęcić :) Na pewno będę zdawać relacje z wszelakich zabiegów i pokażę, co się sprawdza, a co nie.

Pozdrawiam :)

wtorek, 16 czerwca 2015

Odbudowa i pielęgnacja - odżywka Schauma

Cześć!
Dzisiaj znowu coś o włosach :) Odżywka z Schaumy już mi się kończy, dlatego chcę napisać o niej parę słów. Kupiłam ją do emulgowania oleju, używałam jej tylko przed myciem.

Schwarzkopf, Schauma, Odbudowa i pielęgnacja, Odżywka z masłem shea i ekstraktem z kokosów, włosy suche i zniszczone
Przeczuwałam, że kokos na moich włosach się nie sprawdzi. Ale chęć przetestowania odżywki z tej firmy była silniejsza. Po prostu nigdy wcześniej nie miałam nic z Schaumy, a cena 7 zł w Lidlu tylko zachęcała do zakupu. Akurat kończyła mi się odżywka, której używałam przed myciem, więc capnęłam za Schaumę oraz Świderka i poszłam do kasy.
Zażerając Świderka zastanawiałam się, jak to będzie z tym kokosem i masłem shea. Mam włosy wysokoporowate (z racji intensywnej pielęgnacji się zniszczyły, ale o tym w innym poście), więc domyślałam się, że taka mieszanka może się nie sprawdzić. Ale koleżanka namawiała na kokoska, no to myślę sobie - co mi szkodzi? I tak lubię różne duperelki na włosach, a kolejną odżywkę chętnie przetestuję. Produkt ma zapach kokosowy, ale zajeżdża trochę chemią. Natomiast konsystencja nie jest ani za lejąca, ani zbyt zbita. Odżywka dobrze się rozprowadzała i nie spływała z kłaków. Jednak niestety, u mnie (zgodnie z przewidywaniami) totalnie się nie sprawdziła. Włosy okrutnie się puszyły i ciężko było je rozczesać. Do tego plątały się namiętnie, czego już zdzierżyć nie mogłam :(

Mieliście tę odżywkę? Polecacie coś z Schaumy? :D

niedziela, 14 czerwca 2015

Podsumowanie tygodnia (6): Maluję paznokcie, remont, wianek

Cześć!
Dawno nie było podsumowania tygodnia, dlatego dzisiaj wracam z takim postem :) Zaczynamy :D

Maluję paznokcie! :O
Jeśli śledzicie mojego bloga lub mnie znacie, to wiecie, że nie maluję paznokci. Aż tu nagle bach! Majek pomalowała paznokcie. Mam jeden kolorowy lakier i jeden bezbarwny, do tego zmywacz oraz odżywka z Biedronki i zestaw z Rossmanna do manicure. Gdzieś w domu wala mi się jeszcze pilnik banan i sonda do zdobień (szok i niedowierzanie). Poniżej zdjęcie całego zestawu:
Moim największym problemem jest to, że mam bardzo zniszczoną skórę wokół paznokci. Mimo nakładania odżywek i kremów skóra wciąż pęka i nie za ładnie to wygląda :( Mimo wszystko postaram się bardziej zadbać o ten rejon i może będę mogła pokazać swoje dłonie z pomalowanymi paznokciami. Jak macie jakieś sprawdzone produkty do pielęgnacji paznokci, to dajcie mi znać w komentarzu =) A ja póki co poluję na ten lakier z Essence (30 Lady Mermaid):
Niestety, w żadnej Naturze nie widziałam tej serii lakierów :( A do Hebe daleko, by sprawdzać czy tam jest. Może kiedyś go upoluję :(

Wykańczający remont
Od kilkunastu miesięcy próbujemy z mym życiowym partnerem wykończyć dom. Wszystko robimy na własną rękę z pomocą jego kolegi oraz ojca. Końca nie widać, a ja już nerwowo nie wytrzymuję na stancji :( Pakowanie komuś 800 zł miesięcznie za pokój to średnio przyjemna sprawa. Odliczam już dni do momentu, kiedy będę mogła dom umeblować i udekorować po swojemu :) Powoli zbieram dodatki, duperelki, ozdoby, talerze i tak dalej. Nie mogę się doczekać wyprowadzki z Lublina. W końcu będę miała święty spokój i nie będę musiała bić się o kibel =)

Kwiatowy wianek
Ostatnio dzięki koleżance natrafiłam na fajny kanał na youtube. Bardzo spodobał mi się filmik z taką prostą fryzurą z użyciem wianka:
Talentu do fryzur nie mam, potrafię jedynie zrobić koński ogon, koczek, faworek oraz loki. Ta fryzura jest naprawdę mega prosta i myślę, że nawet ja ją wykonam :) Do tego celu nabyłam w Sinsayu taki oto wianek:
Wiem, że taki wianek łatwo zrobić, ale z drugiej strony nie chciało mi się szukać po sklepach jakichś ładnych sztucznych kwiatów. Taki wianek kosztował 15 złotych, więc i tak niewiele :) Wygląda przyzwoicie, kwiaty ładnie się prezentują, więc już niedługo strzelę sobie fryzurkę z filmiku :)

Buty z motylami
Lubię nosić szmaciaki, ale nie lubię wyglądać jak wszyscy. Te tenisówki już pokazywałam na drugim blogu, ale pokażę je jeszcze tutaj. Was też zachęcam do przerabiania tenisówek i dostosowania do swoich potrzeb. Będą wyglądać oryginalnie, a zabawa przy tym jest przednia. I można puścić wodze fantazji :)

A na koniec Balbina
Udało nam się naprawić naszego klasyka, więc Balbina znowu dostojnie przemierza przez miasto. Zwraca uwagę przechodniów, a kiedy się zatrzymamy, zawsze ktoś zagada, by chwilę podyskutować o tym klasyku. Przesiadka ze ścigacza na Balbinę była bolesna, ale przynajmniej jest wygodnie. I fajnie :)

I to wszystko na dziś. Dajcie znać, jak minął Wasz tydzień :)

sobota, 13 czerwca 2015

Transparentny puder matujący BeBeauty

Hej!
Nie planowałam dzisiaj pisać o kosmetykach, ale nic nie wpadło mi do głowy :( Dlatego pomęczę Was produktem z Biedronki.

Bell, BeBeauty, Transparent mat powder, Transparentny puder matujący, nr 02
Jak już wspominałam w notce o zestawie do brwi, producentem kosmetyków BeBeauty jest Bell. Czasem szafy BeBeauty pojawiają się w Biedronkach i warto do nich zajrzeć, bo produkty kuszą niskimi cenami. Za ten puder zapłaciłam ok. 10 złotych, więc naprawdę niewiele. Wcześniej używałam pudrów z Bell, więc wiedziałam mniej więcej, czego mogę się spodziewać ;) Zależało mi bardzo na lusterku w środku, bo od kiedy noszę puder w torebce, to nie mam ochoty by jeszcze walało mi się tam dodatkowe lusterko.
Puder nie jest typowym białym pudrem transparentnym. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach, ma jasny beżowy kolor. Na skórze nie ciemnieje, nie tworzy maski i wygląda bardzo naturalnie. U mnie na twarzy wytrzymuje kilka godzin, najszybciej złazi ze strefy T, dlatego co jakiś czas przypudrowuję to miejsce ponownie. Jeszcze nie natrafiłam na puder (zwłaszcza niedrogi i łatwo dostępny), który wytrzymałby bez poprawek cały dzień ;)
Ogólnie jestem zadowolona z zakupu i na pewno nabędę puder ponownie, jak tylko go zobaczę w Biedrze :D

Macie ten puder? Lubicie pudry Bell?

środa, 10 czerwca 2015

Elektroniczny pilnik do stóp z Biedronki

Cześć!
Jak wspomniałam w poście z zakupami, na ten pilnik czaiłam się już wcześniej, ale nie zdążyłam go zakupić. Tym razem jednak wpadł mi w ręce, dlatego zabrałam się za testowanie nowego gadżetu. Co prawda od zawsze marzyłam o pilniku Scholla albo tym z Rossmanna, jednak ceny skutecznie mnie odstraszają. A że mam inne wydatki, skusiłam się na pilnik biedronkowy. Z racji tego, że na blogu prezentuję rzeczy tańsze, to tym lepiej :D

Biedronka, Beauty Line, Urządzenie do pedicure, Elektroniczny pilnik do stóp

Jak widać na zdjęciu, zestaw składa się z pilnika, baterii, szczoteczki do czyszczenia oraz instrukcji. Całość kosztuje 25 złotych. Pilnik nie jest ciężki, wygodnie się nim operuje. Przed pierwszym użyciem miałam trochę obaw, bo jedna z dziewczyn napisała mi na instagramie, że po jednym użyciu starła się rolka :O W moim przypadku nic takiego się nie stało. Fakt, że rzadko wystawiam stopy na widok publiczny, jednak o nie dbam. Nie mam problemów z twardą czy popękaną skórą, może dlatego owe urządzenie się u mnie sprawdza. Całkiem fajny i przydatny gadżet do pielęgnacji bezproblemowych stóp :) Potem wystarczy tylko wetrzeć ulubiony i krem i stópki jak ta lala ;)

Macie, używacie? ;)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

BeBeauty Brow definition

Cześć! :)
Pod wczorajszym postem obiecałam recenzję produktów BeBeauty, a na pierwszy ogień idzie zestaw do brwi. Oto i on!

BeBeauty, Brow definition, Zestaw modelujący do brwi

Zestaw składa się z cienia oraz wosku i jest dostępny w jednym wariancie kolorystycznym. Produkt bywa w szafach BeBeauty w Biedronkach za 8-9 złotych (w każdym razie mniej niż dychę). Producentem tych kosmetyków jest firma Bell.
Już wcześniej miałam chęć na ten kosmetyk, ale nie ostał się ani jeden. Dlatego kiedy w Biedronce ponownie pojawiły się szafy BeBeauty, chwyciłam zestaw. Można było obadać tester, ale mnie się śpieszyło. A pośpiech to zły doradca... Niestety, kiedy w domu obadałam cień oraz wosk, mocno się zawiodłam. Do moich brwi ciężko dopasować kolor, ale nie wiedziałam, że aż tak ciężko... Kolor cienia jest zdecydowanie zbyt ciepły, wosku zresztą też. Poniżej oba produktu na dłoni:
Szkoda, że kolory są kiepsko dobrane. Zestaw wylądował w szufladzie, a szkoda, bo ciekawie się zapowiadał.
Macie ten zestaw? :D